Miesiąc: Listopad 2017

OPOWIEŚCI Z KRYPTY :)

Równowaga, symetria, stagnacja……nuda i na tym w zasadzie mogłabym zakończyć ten wpis.

Tak to można blogować 🙂 a jak?!

Życie składa się jednak z przypadków. Z odnawianiem mebli  w zasadzie u mnie też tak jest. Kiedy postanowiłam skorzystać z przestrzeni strychowej w domu rodzinnym mojego męża i wysłać go z misją zmagazynowania dębowej ławy, co by w naszym małym mieszkanku nie graciła zbytnio, doświadczyłam czegoś w rodzaju zaskoczenia.  Wieciecoś na zasadzie  jakby mijać gościa  w samym podkoszulku na ulicy w 15 stopniowym mrozie. W naszym tandemie, którym gnamy przez życie pełnię rolę zbieracza, swego rodzaju sroki, która znosi łupy do domu. Ślubny zaś, bez wątpienia obyłby się bez tych wszystkich pierdół i bibelotów, które ja skrupulatnie gromadzę, przestawiam i wiecznie zmieniam.

 

Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy małżonek wrócił z pełnym bagażnikiem samochodowym, w którym wprawdzie nie było rzeczonej ławy, ale leżała szafeczka nocna. Dość nietypowa, cała drewniana, częściowo zamykana. Z licznymi śladami odbitych kółek po szklankach lub kubkach oraz malunkach flamastrami. Zdziwienie na mojej twarzy było na tyle wymowne, iż ślubny szybko wyjaśnił mi, że znalazł ją na strychu. Pozazdrościł mi mojej szafki nocnej i takim oto sposobem stanęłam przed ogromnym wyzwaniem. Miałam bowiem odnowić szafkę, która stanowiła schedę rodzinną, dziedzictwo, precjoza. Chciałam, aby szafka zachowała możliwie jak najwięcej oryginalnych elementów, oddając osobowość mojego męża, a jednocześnie charakter wnętrza w którym docelowo miała stanąć.

Jak to zwykle bywa metamorfoza nie obyła się bez wpadek, które ostatecznie wykreowały obecny image szafki. Szafkę zamieszkiwały myszy, a jedna z nich postanowiła dokonać w niej żywota, traktując ją jak swego rodzaju kryptę grobową 🙁

Szafka została przeze mnie oczyszczona w środku, lecz mimo licznych zabiegów i forteli ciężko było pozbyć się zapaszku (octy, domestosy, płyny kwiatowe nie przyniosły pożądanych rezultatów). Egzamin zdała świeca zapachowa zamknięta na 2 tygodnie w szafce oraz kadzidełka. Przebarwienia na blacie szafki okazały się zbyt głębokie, dlatego też blat postanowiłam przemalować grafitową farbą. Front szafki postanowiłam pomalować na ulubiony kolor mojego męża czyli pomarańczowy. Sięgnęłam pamięcią do odległych czasów dzieciństwa, kiedy w ciężkich czasach komuny zestaw 6 farb plakatowych był synonimem luksusu i próbowałam uzyskać pomarańczową farbę mieszając kolor żółty z czerwonym.

Niestety proporcje zostały mocno zachwiane na wskutek dziury w mej pamięci lub absencji na wychowaniu plastycznym. Dzięki sentymentalnej podróży w czasie uzyskałam brzoskwiniowy kolor, który nawet nie leżał koło pomarańczowego. Nie pozostało mi nic innego, jak skorzystać z gotowca.

Front drzwiczek po skosie, listwy frontowe blatu oraz nóżki pomalowałam na pomarańczowo. Nóżki zyskały skarpetki, a front trójwymiarowy motyw w kolorze blatu. Całość zabezpieczyłam trzema warstwami lakieru. Starą gałkę drewnianą na metalowym szyldzie zamieniłam na czarną kryształową. Mebel prezentuje się zacnie. Intensywność pomarańczy świetnie koresponduje z fuksją, turkusem i fioletami, dominującymi w naszej sypialni. Każda z szafek nocnych jest zupełnie inna tak jak nasze charaktery, a z drugiej strony świetnie się wzajemnie uzupełniają.

 

Ps. Mąż śpi spokojnie. Nie nawiedza go duch myszy. Zero koszmarów sennych, po prostu wieje nudą w sypialni :p

Read More

BABY z BAZAARu

Dla dobrej kawy w doborowym towarzystwie jestem w stanie zrobić naprawdę wiele…. nawet zwlec się skoro świt z łóżka w niedzielny, wietrzny dzień i wybrać się pociągiem do stolicy województwa 🙂 🙂 🙂 Ta,… nadal mam kłopot z zaakceptowaniem tego faktu.
Jeśli w pakiecie czeka mnie wizyta na targach szeroko pojętego dizajnu, to musiałabym upaść z dywanu na parkiet, aby odmówić i nie pojechać :p


Spotkanie z moją współtowarzyszką, której tak jak i mnie odważne zestawienia barw, tekstur i materiałów sprawia tyle samo radości, co nie jednej kobiecie wyjście na mani i pedicure zawsze ładuje mnie pozytywną energią. Mimo dzielącej nas odległości dzięki social mediom jesteśmy w stałym kontakcie. Nie mniej na spotkanie face to face czekam zawsze z niecierpliwością, bo każda z nas na co dzień ma swój świat, swoje problemy i wyzwania życia codziennego. Wspólnym mianownikiem jest pasja odnawiania, przerabiania, zbieractwa, rękodzielnictwa i tworzenia czegoś z niczego.

Tak oto w niedzielne przedpołudnie stanęłyśmy przed wejściem na SILESIA BAZAAR Dizajn vol.4 w Best Western Premier Hotel Forum w Katowicach, aby spotkać się z producentami przedmiotów użytkowych wyróżniających się oryginalnym, rodzimym wzornictwem nie tylko w kategorii mebli i aranżacji wnętrz, ale też kolekcji ubrań i biżuterii. Całość ekspozycji została rozmieszczona na dwóch poziomach. I choć łącznie wystawiało się lekko ponad 40 wystawców było na czym oko zawiesić.

Jednym z pierwszych stoisk na które zawitałyśmy było stoisko MASZYNY KREACJI, na którym Pan z brodą od sklejki prezentował nam swój bogaty asortyment, oczywiście sklejki. Liczne skrzynki, taborety, kinkiety oraz lampki nocne dla miłośników fauny i flory, fanów Star Wars. Wieszaki, tabliczki, wózeczki w wariantach na gotowo jak i przeznaczone do personalizacji według własnego uznania.

Popularność stylu skandynawskiego oraz zamiłowanie do rzeczy ładnych spotkać można w produktach CutItNow oraz Mooncut. Szablony, literki do dekorowania, podkładki, a w zasadzie wszystko, czego dusza zapragnie wycinane lub grawerowane metodą CNC.

Na stoisku Soft Decor mnóstwo pięknych, ręcznie robionych dodatków do aranżacji wnętrz i zabawek na szydełku zarówno w pastelach jak i w intensywnych kolorach. Szczególnie przypadły nam do gustu siedziska i poduszki w charakterystycznym kształcie klocków LEGO.

Na stoisku MADI prezentowana była srebrna oraz pozłacana biżuteria o geometrycznych oraz florystycznych motywach wykonana z niesamowitą starannością. Natomiast na stoisku z biżuterią Karoliny Bik dominującą inspiracją z natury, ostre krawędzie, asymetria. Biżuteria Moni- Art to biżuteria powstała z wielu drobnych, kolorowych koralików tworzących subtelne wisiorki, bransoletki i pierścionki. Natomiast DJENKA to biżuteria tkana na krośnie metodą Beading, Szutasz oraz industrialna.

Na piętrze zabawiłyśmy dłuższą chwilę na stoisku Pan Gąbka, gdzie zaprezentowano nam szeroką gamę paneli ściennych wykonanych z różnej grubości gąbek, które jak zapewnia producent mają ocieplić nie jedną zimną ścianę, tworząc tym samym ciekawy wzór przestrzenny łatwy w montażu. W asortymencie również meble tapicerowane i materiały tapicerskie mięsiste, wzorzyste, pobudzające zmysły.

Lolaflora to sklep botaniczny posiadający w swojej ofercie wiele roślin jak się okazało nie tylko doniczkowych. Na stoisku można było nabyć rośliny w bardzo przystępnych cenach takie jak monstera, bananowce, kalatee, zamiokulkasy, pilea i mój faworyt wilczomlecz. Bardzo sympatyczne dziewczyny zaprezentowały nam rośliny antysmogowe, oraz zdradziły kilka technik pielęgnacji roślin. Z ciekawostek dodam, że w Krakowie skąd pochodzą prowadzą roślinny patrol!!!! T nic innego jak pogotowie roślinne. Świetny pomysł i inicjatywa. Niestety, z przyczyn logistycznych i w obawie o zdrowie psychiczne mojego ślubnego nie przywiozłam żadnej roślinki do domu, choć kusiło mnie niemiłosiernie. Jak to mówią co się odwlecze….. Lolaflora we will be in touch 🙂

Stoisko INKRU to niesamowita biżuteria inkrustowana, wykonana z tytanu. Motywem przewodnim i inspiracją w pracach jest motyw elfa,nietoperza, morza. Biżuteria ręcznie grawerowana, wykazująca właściwości holograficzne i odznaczająca się niepowtarzalnym wzorem. Wszystko wykonywane przez moją rozmówczynię,osobę delikatną, wrażliwą na piękno, ale jednocześnie pewną siebie i swoich umiejętności. Zazdroszczę, bo to niesamowity dar, umieć pogodzić to wszystko w dzisiejszych czasach. Artyzm i zamiłowanie do pięknych rzeczy nie tylko wyraża się w biżuterii, ale również w eklektycznych stolikach wykonanych z ciętych plastrów drewna osadzonych na miedzianych nóżkach. Cud, miód,malina.

Czas zaczął się niemiłosiernie kurczyć i dosłownie przeleciałyśmy z prędkością światła przez kilka stoisk odzieżowych w poszukiwaniu wzorzystych tkanin, które moglibyśmy wykorzystać do swoich projektów wnętrzarskich.

Przed rozjazdem każda w swoją stronę zdążyłyśmy sobie trochę poplotkować, wymienić się doświadczeniami i planami na najbliższe projekty. Każde spotkanie z Martą to dla mnie duża dawka emocji i wzruszeń. W sumie zrobiłyśmy już razem kilka szalonych rzeczy wspólnie 🙂 Targi to zawsze okazja do podpatrzenia aktualnych stylów, trendów, do poznania wielu wspaniałych ludzi, nawiązania nowych kontaktów, również tych biznesowych. Kopalnia pomysłów oraz motywacja, których czasami po prostu brakuje….

Read More