Tag: interior4all

KOKEDAMY

Z tymi spotkaniami blogerek to trochę jak z randką w ciemno. Nie będę ukrywać, iż towarzyszom im z pewnością tożsame uczucia. Niby wiesz gdzie i w jakim celu jedziesz. Doskonale wiesz kogo tam spotkasz, bo przecież obserwujesz poczynania, śledzisz wpisy i aktywność w sieci. Z drugiej strony zastanawiasz się jakie są w realu osoby, które tak jak ty mają podobne pasje, zainteresowania. Logika nakazuje przypuszczać, iż są podobne, żeby nie powiedzieć identyczne… ale, no właśnie czy zawsze musi być jakieś ale???

 

Ale po kolei. Krakowska wymiana roślin zapowiedziana była stosunkowo wcześnie, dlatego też miałam wystarczającą ilość czasu, aby się do spotkania odpowiednio przygotować. Nie chodzi tu o mentalne nastawienie, no chyba, że ojca mych dzieci. Hmmm… powiedzieć mi 3 tygodnie wcześniej czy 3 dni przed??? Do pokonania ponad 120 km trasa, a z pustymi rękami nie wypada się pokazywać w gościach. Ostatni raz do Krakowa za pośrednictwem komunikacji publicznej podróżowałam lata świetlne temu, więc na samą myśl o ścisku w busie jadącym z częstotliwością spadającej komety robiło mi się słabo. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy zamówiłam i opłaciłam bilet on-line na konkretny bus, a zamiast busa przyjechał autokar. Zakupiony bilet, dawał mi gwarancję miejsca siedzącego i pierwszeństwo w jego wyborze. Tym oto sposobem ja we własnej osobie oraz sadzonki roślin rozpoczęłyśmy podróż w nieznane….

Poranna kawa i mały szoping w Galerii Krakowskiej. Obowiązkowy zakup pamiątek nie tylko dla dzieci, a następnie szybką koleją podmiejską na miejsce zbiórki.

Na dwa dni przed spotkaniem Karolina z AleTuŁadnie sprawczyni zamieszania i gospodyni w jednej osobie oznajmiła, że udało jej się nabyć tony mchu, dzięki czemu na spotkaniu będziemy robić KOKEDAMY. Dla mnie bomba!!! Podjarałam się okrutnie.

I tak jak wierni do kościoła na niedzielne nabożeństwo, pomału zaczęły przybywać kolejne osoby z bliższa i z dalsza, dokładając do suto nakrytego roślinami i doniczkami stołu. Równolegle na wyspie kuchennej przybywało ciast i ciasteczek wybornych, aż momentami zastanawiałam się nad tematem przewodnim spotkania. To jeszcze wymiana roślin czy może pre casting do BakeOff ???

Rozmowy o życiu, roślinach, dzieciach, handel skarpetkami przeplatane niszczeniem sterylnie czystych i urządzonych z niezwykłym smakiem wnętrz naszej gospodyni. Wszystko to za pośrednictwem błota, gdyż na salony wjechał wór torfu, ziemi, miski, woda, skrzynki mchu oraz rośliny. Niczym żuczki gnojowe rozpoczęłyśmy zabawę, celem której było utoczenie dużej kuli do której sadziłyśmy nawiezione mnogo roślinki przeróżnej maści i koloru. Następnie kula obkładana była dobrze namoczonym mchem i obwiązywana sznurkiem. Takim oto sposobem powstał mały ekoświat. I tu zaledwie połowa sukcesu, druga połowa to nawadnianie kuli tak, aby mech nie usechł, ukorzenił się co jest sztuką możliwą, lecz arcy trudną.

Mocne uzależnienie od roślin, chroniczny zespół niespokojnych rąk, głowy nabite masą pomysłów na aranżację wnętrz i przeróbki mebli stworzyły niesamowitą atmosferę spotkania.

Czym więc są takie spotkania?? Niczym innym jak grupową terapią, okazją do wymiany doświadczeń, pomysłów i wiedzy. Okazją do tego, by ekstrawertyczka naładowała baterie z otaczającego ją świata, ludzi, wyzwań i projektów. Jak to mówią, syty głodnego nie zrozumie… ekstrawertyczka ekstrawertyczkę zawsze:p

Kaja z piafkablog dziękuję za fotografie…. „ktoś się ubrudził, by fotografować mógł ktoś”.

Read More

KONKURS

Cieszę się niczym małe dziecko z faktu, iż ilość polubień Instytutdesignu na funPagu Fejsika przekroczyła ponad 1000 !!!

Aby  to uczcić, proponuję Wam rozdanie konkursowe.

Do wygrania 2 komplety po dwie filiżanki z grafiką Dominika Jasińskiego.

Zasady konkursu są banalnie proste:

1. Polub fanPage Instytutdesignu na Facebooku jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś
2. Polub i Udostępnij post konkursowy na swoim profilu (statut publiczny)
3. Skomentuj dwa dowolne posty (których jeszcze nie komentowałaś/łeś)
4. W komentarzu do postu konkursowego napisz gdzie szukasz inspiracji i jak je wykorzystujesz.
Na Wasze odpowiedzi czekam do 25.02.2018r do północy 😝
 Spośród nadesłanych odpowiedzi wybiorę jedną najciekawszą … a niech będzie dwie !!!! .
Do ich autorów powędruje nagroda wysyłana  wysyłka krajowa.
Po ogłoszeniu wyników zwycięzców proszę o kontakt w ciągu 3 dni w celu ustalenia szczegółów dostarczenia nagrody.
Brak kontaktu w tym terminie spowoduje konieczność wyboru innego zwycięzcy.
Wyniki konkursu zostaną opublikowane na fanPagu https://facebook.com/instytutdesign/w dniu 27.02.2018r.
Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam powodzenia i do dzieła!!
Read More

SIECIOWE TEŻ MOŻE BYĆ NIETYPOWE

Z pewnością znacie z autopsji sytuacje, kiedy to wybieracie się na planowane zakupy. Wiecie doskonale co, za ile i po co chcecie kupić?

Ba! Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że większość z Was, spryciarzy, wpierw sprawdza w necie co i za ile?, pyta znajomych lub odwiedza liczne fora i grupy, które wyrosły niczym grzyby po deszczu służąc radą i pomocą w mniejszym bądź większym stopniu. Tak… lubimy mieć wszystko i wszystkich pod kontrolą. Mało kto w dzisiejszych czasach stawia na spontaniczność zgodnie z zasadą ” niech się dzieje wola nieba…” i jak to śpiewa Bednarek ” łapie chwile nie ufając przyszłości„.

Ja, jak na świadomego konsumenta przystało zakupy nazwijmy to droższych rzeczy poprzedzam wnikliwą analizą i porównaniami. Elektronikę wszelkiej maści pozostawiam ślubnemu, wszak nie mogę znać się na wszystkim i szczerze, na samą myśl o czytaniu  instrukcji mam odruch wymiotny.

No ale nie do końca o tym, jak przebiega proces podejmowania decyzji konsumenckich i motywach im towarzyszących ma być ten post.

Co innego zakupy w markecie budowlanym, w sklepie z dodatkami lub wyposażeniem wnętrz. Mebli w zasadzie nie kupuję, gdyż większość sama staje na mojej drodze. Jeśli już coś nabywam to jest to zakup spontaniczny wywołany impulsem. Tak też było w przypadku sosnowej komody.

Wracając z rodzinnego wypadu, postanowiliśmy przejazdem odwiedzić Ikee. Wiecie szwedzkie klopsiki, siusiu i takie tam. Przesmradzając się po sklepie wpadliśmy dosłownie na sosnową komodę ( a może to ona na nas wpadła???). Liczne modele sześcio i ośmio szufladowe. Nasze spojrzenia się spotkały tzn moje i męża. Krótka wymiana zdań, ściągnięcie miary. Szybka decyzja – bierzemy!!! Hmm, ale zaraz, zaraz mój hamulec ręczny zwany potocznie mężem bez mrugnięcia okiem zgadza się ochoczo??? A gdzie haczyk???

Takim oto sposobem sosnowe paskudztwo zawitało pod naszą strzechą, a szanowny małżonek skwitował cała sytuację krótko: „wiem, że tego nie spieprzysz„. Ok, to znaczy, że mam zielone światło i mogę się wyżyć artystycznie.

Nie było sensu wywozić komody do pracowni ponieważ i tak docelowo miała stanąć w sypialni. Kuchenne rewolucje rozpoczęłam od skręcenia konstrukcji nośnej komody, i pomalowania ramy oraz korpusu w miejscach, które będą widoczne po zamontowaniu szuflad i blatu.

Ponieważ komoda stać będzie w nogach naszego łoża, ważnym było zadbać o jej awers i rewers. Postanowiłam pomalować również plecy komody, gdyż będą widoczne ze strony łózka. W ten sposób powstało piękne tło stanowiące bazę dla licznych poduch w łóżku.

Od samego początku zależało mi na tym aby każda z sześciu szuflad miała inny front, których zwieńczeniem miały być gałki, a w zasadzie 12 szt gałek, w dodatku każda inna. Postawiłam na mocne, intensywne kolory farb akrylowych, uzyskując mocny efekt krycia.

 

Niektóre szuflady oraz blat został ozdobiony marokańską koniczyną, w kontrastujących kolorach. Całość zabezpieczona lakierem bezbarwnym w półmacie.

Ogólnie przedsięwzięcia okazała się sporym wyzwaniem w warunkach domowych. Duże elementy, różnorodność kolorów, konieczność malowania w nocy lub w późnych godzinach wieczornych w celu uniknięcia paraliżu kuchennego. Schnięcie poszczególnych warstw farby i lakieru. Ominęło mnie wprawdzie szlifowanie, wiercenie itp.

Efekt końcowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i zrekompensował w pełni zarwane nocki 🙂

 

Komoda prezentuje się niezwykle oryginalnie. Kto powiedział , że wszystko musi być symetryczne, spójne i w stonowanych kolorach, sprzyjających odpoczynkowi. Hmm.. a kto z Was w sypialni tylko odpoczywa? :p

Ps. pierwszy i jedyny póki co projekt nagrodzony w konkursie Snieżki na grupie Babski Refrszing 🙂

Read More

„MUCHA” NIE SIADA

Często się zdarza, że czuję się niczym chomik w kołowrotku  życia codziennego. Pobudka, śniadanie, ubieranie, pakowanie, wypad!

Dzień jak co dzień, z tym małym wyjątkiem że były to moje kolejne osiemnaste urodziny. Pokonując z lataroślą utartą ścieżkę do szkoły, na wpół przytomna dosłownie wpadłam na brzoskwiniowe cuś! Przystaję, taksuje wzrokiem. Mija kilka chwil, (jakże cennych dla każdej matki rano) nim impuls trafi do mózgu, jakże zaspanego o tej porze dnia, a ten zaś przetworzy obraz.

Paskudztwo na czterech nogach, taka oto pierwsza myśl. Omiatam wzrokiem. Tu już ktoś majstrował przy tym cacku. Pomalował olejną farbą na brzoskwiniowy kolor, wymienił tapicerkę niestety we wzorzystą tkaniną w odcieniach zieleni, stanowiącą popularne obicie tapczanów, amerykanek i wszelakich puf. Patrzę wnikliwiej i co widzę??? Lewy podłokietnik połamany. No dobra myślę, kształt ładny, fotel drewniany, z jasienickiej fabryki mebli giętych czyli produkt rzec można prawie lokalny. Szybka decyzja, biorę!!! Ale zaraz ? Dwójka dzieci, torba, tornister!!! Odprowadzę dzieci i wrócę po Ciebie!!! Nie, a jeśli nadjedzie w międzyczasie śmieciarka lub co gorsza znajdzie się drugi taki łowca okazji i go drapnie??? I tu zadziałała moja impulsywna natura. Zdecydowanym ruchem cisnęłam fotel w pobliskie krzaki, szybkim krokiem zmierzając do szkoły. Oczywiście obietnic należy dotrzymywać i po niespełna godzinie fotel stał w pracowni budząc szeroko pojęte zainteresowanie.

Dość szybko narodził się pomysł, a w zasadzie wizja tego jak fotel wyglądać powinien. Pozostawienie obecnej kolorystyki nie wchodziło w grę. Reanimację trupka zaczęłam od sklejenia podłokietnika. Linia złamania była wielokierunkowa i wymagała zaangażowania kilku klamer. Obły kształt fotela wymógł na mnie demontaż wszystkich zamalowanych śrub i rozebrania go na części pierwsze. Wszystkie elementy zostały przeszlifowane do surowego drewna, a z obręczy siedziska wyciągnęłam niezliczoną ilość zszywek.

Prawie wszystkie drewniane elementy uzyskały kolor satynowej czerni,która ładnie pokryła drewno. Jedną z nóg oraz część oparcia została pomalowana na czerwono, tworząc nawiązanie do czerwonych linii na tkaninie, którą obiłam siedzisko na nowo. Miejsca po zszywkach zamaskowałam taśmą tapicerską w czarnym kolorze.

Całość prezentuje się zacnie. Elegancki czary fotel przełamany został czerwonymi dodatkami i ekstrawaganckim wzorem na tkaninie. Lubicie takie nietuzinkowe rozwiązania, czy może bardziej zachwycają Was stonowane, jasne kolory?

Read More

OPOWIEŚCI Z KRYPTY :)

Równowaga, symetria, stagnacja……nuda i na tym w zasadzie mogłabym zakończyć ten wpis.

Tak to można blogować 🙂 a jak?!

Życie składa się jednak z przypadków. Z odnawianiem mebli  w zasadzie u mnie też tak jest. Kiedy postanowiłam skorzystać z przestrzeni strychowej w domu rodzinnym mojego męża i wysłać go z misją zmagazynowania dębowej ławy, co by w naszym małym mieszkanku nie graciła zbytnio, doświadczyłam czegoś w rodzaju zaskoczenia.  Wieciecoś na zasadzie  jakby mijać gościa  w samym podkoszulku na ulicy w 15 stopniowym mrozie. W naszym tandemie, którym gnamy przez życie pełnię rolę zbieracza, swego rodzaju sroki, która znosi łupy do domu. Ślubny zaś, bez wątpienia obyłby się bez tych wszystkich pierdół i bibelotów, które ja skrupulatnie gromadzę, przestawiam i wiecznie zmieniam.

 

Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy małżonek wrócił z pełnym bagażnikiem samochodowym, w którym wprawdzie nie było rzeczonej ławy, ale leżała szafeczka nocna. Dość nietypowa, cała drewniana, częściowo zamykana. Z licznymi śladami odbitych kółek po szklankach lub kubkach oraz malunkach flamastrami. Zdziwienie na mojej twarzy było na tyle wymowne, iż ślubny szybko wyjaśnił mi, że znalazł ją na strychu. Pozazdrościł mi mojej szafki nocnej i takim oto sposobem stanęłam przed ogromnym wyzwaniem. Miałam bowiem odnowić szafkę, która stanowiła schedę rodzinną, dziedzictwo, precjoza. Chciałam, aby szafka zachowała możliwie jak najwięcej oryginalnych elementów, oddając osobowość mojego męża, a jednocześnie charakter wnętrza w którym docelowo miała stanąć.

Jak to zwykle bywa metamorfoza nie obyła się bez wpadek, które ostatecznie wykreowały obecny image szafki. Szafkę zamieszkiwały myszy, a jedna z nich postanowiła dokonać w niej żywota, traktując ją jak swego rodzaju kryptę grobową 🙁

Szafka została przeze mnie oczyszczona w środku, lecz mimo licznych zabiegów i forteli ciężko było pozbyć się zapaszku (octy, domestosy, płyny kwiatowe nie przyniosły pożądanych rezultatów). Egzamin zdała świeca zapachowa zamknięta na 2 tygodnie w szafce oraz kadzidełka. Przebarwienia na blacie szafki okazały się zbyt głębokie, dlatego też blat postanowiłam przemalować grafitową farbą. Front szafki postanowiłam pomalować na ulubiony kolor mojego męża czyli pomarańczowy. Sięgnęłam pamięcią do odległych czasów dzieciństwa, kiedy w ciężkich czasach komuny zestaw 6 farb plakatowych był synonimem luksusu i próbowałam uzyskać pomarańczową farbę mieszając kolor żółty z czerwonym.

Niestety proporcje zostały mocno zachwiane na wskutek dziury w mej pamięci lub absencji na wychowaniu plastycznym. Dzięki sentymentalnej podróży w czasie uzyskałam brzoskwiniowy kolor, który nawet nie leżał koło pomarańczowego. Nie pozostało mi nic innego, jak skorzystać z gotowca.

Front drzwiczek po skosie, listwy frontowe blatu oraz nóżki pomalowałam na pomarańczowo. Nóżki zyskały skarpetki, a front trójwymiarowy motyw w kolorze blatu. Całość zabezpieczyłam trzema warstwami lakieru. Starą gałkę drewnianą na metalowym szyldzie zamieniłam na czarną kryształową. Mebel prezentuje się zacnie. Intensywność pomarańczy świetnie koresponduje z fuksją, turkusem i fioletami, dominującymi w naszej sypialni. Każda z szafek nocnych jest zupełnie inna tak jak nasze charaktery, a z drugiej strony świetnie się wzajemnie uzupełniają.

 

Ps. Mąż śpi spokojnie. Nie nawiedza go duch myszy. Zero koszmarów sennych, po prostu wieje nudą w sypialni :p

Read More

BABY z BAZAARu

Dla dobrej kawy w doborowym towarzystwie jestem w stanie zrobić naprawdę wiele…. nawet zwlec się skoro świt z łóżka w niedzielny, wietrzny dzień i wybrać się pociągiem do stolicy województwa 🙂 🙂 🙂 Ta,… nadal mam kłopot z zaakceptowaniem tego faktu.
Jeśli w pakiecie czeka mnie wizyta na targach szeroko pojętego dizajnu, to musiałabym upaść z dywanu na parkiet, aby odmówić i nie pojechać :p


Spotkanie z moją współtowarzyszką, której tak jak i mnie odważne zestawienia barw, tekstur i materiałów sprawia tyle samo radości, co nie jednej kobiecie wyjście na mani i pedicure zawsze ładuje mnie pozytywną energią. Mimo dzielącej nas odległości dzięki social mediom jesteśmy w stałym kontakcie. Nie mniej na spotkanie face to face czekam zawsze z niecierpliwością, bo każda z nas na co dzień ma swój świat, swoje problemy i wyzwania życia codziennego. Wspólnym mianownikiem jest pasja odnawiania, przerabiania, zbieractwa, rękodzielnictwa i tworzenia czegoś z niczego.

Tak oto w niedzielne przedpołudnie stanęłyśmy przed wejściem na SILESIA BAZAAR Dizajn vol.4 w Best Western Premier Hotel Forum w Katowicach, aby spotkać się z producentami przedmiotów użytkowych wyróżniających się oryginalnym, rodzimym wzornictwem nie tylko w kategorii mebli i aranżacji wnętrz, ale też kolekcji ubrań i biżuterii. Całość ekspozycji została rozmieszczona na dwóch poziomach. I choć łącznie wystawiało się lekko ponad 40 wystawców było na czym oko zawiesić.

Jednym z pierwszych stoisk na które zawitałyśmy było stoisko MASZYNY KREACJI, na którym Pan z brodą od sklejki prezentował nam swój bogaty asortyment, oczywiście sklejki. Liczne skrzynki, taborety, kinkiety oraz lampki nocne dla miłośników fauny i flory, fanów Star Wars. Wieszaki, tabliczki, wózeczki w wariantach na gotowo jak i przeznaczone do personalizacji według własnego uznania.

Popularność stylu skandynawskiego oraz zamiłowanie do rzeczy ładnych spotkać można w produktach CutItNow oraz Mooncut. Szablony, literki do dekorowania, podkładki, a w zasadzie wszystko, czego dusza zapragnie wycinane lub grawerowane metodą CNC.

Na stoisku Soft Decor mnóstwo pięknych, ręcznie robionych dodatków do aranżacji wnętrz i zabawek na szydełku zarówno w pastelach jak i w intensywnych kolorach. Szczególnie przypadły nam do gustu siedziska i poduszki w charakterystycznym kształcie klocków LEGO.

Na stoisku MADI prezentowana była srebrna oraz pozłacana biżuteria o geometrycznych oraz florystycznych motywach wykonana z niesamowitą starannością. Natomiast na stoisku z biżuterią Karoliny Bik dominującą inspiracją z natury, ostre krawędzie, asymetria. Biżuteria Moni- Art to biżuteria powstała z wielu drobnych, kolorowych koralików tworzących subtelne wisiorki, bransoletki i pierścionki. Natomiast DJENKA to biżuteria tkana na krośnie metodą Beading, Szutasz oraz industrialna.

Na piętrze zabawiłyśmy dłuższą chwilę na stoisku Pan Gąbka, gdzie zaprezentowano nam szeroką gamę paneli ściennych wykonanych z różnej grubości gąbek, które jak zapewnia producent mają ocieplić nie jedną zimną ścianę, tworząc tym samym ciekawy wzór przestrzenny łatwy w montażu. W asortymencie również meble tapicerowane i materiały tapicerskie mięsiste, wzorzyste, pobudzające zmysły.

Lolaflora to sklep botaniczny posiadający w swojej ofercie wiele roślin jak się okazało nie tylko doniczkowych. Na stoisku można było nabyć rośliny w bardzo przystępnych cenach takie jak monstera, bananowce, kalatee, zamiokulkasy, pilea i mój faworyt wilczomlecz. Bardzo sympatyczne dziewczyny zaprezentowały nam rośliny antysmogowe, oraz zdradziły kilka technik pielęgnacji roślin. Z ciekawostek dodam, że w Krakowie skąd pochodzą prowadzą roślinny patrol!!!! T nic innego jak pogotowie roślinne. Świetny pomysł i inicjatywa. Niestety, z przyczyn logistycznych i w obawie o zdrowie psychiczne mojego ślubnego nie przywiozłam żadnej roślinki do domu, choć kusiło mnie niemiłosiernie. Jak to mówią co się odwlecze….. Lolaflora we will be in touch 🙂

Stoisko INKRU to niesamowita biżuteria inkrustowana, wykonana z tytanu. Motywem przewodnim i inspiracją w pracach jest motyw elfa,nietoperza, morza. Biżuteria ręcznie grawerowana, wykazująca właściwości holograficzne i odznaczająca się niepowtarzalnym wzorem. Wszystko wykonywane przez moją rozmówczynię,osobę delikatną, wrażliwą na piękno, ale jednocześnie pewną siebie i swoich umiejętności. Zazdroszczę, bo to niesamowity dar, umieć pogodzić to wszystko w dzisiejszych czasach. Artyzm i zamiłowanie do pięknych rzeczy nie tylko wyraża się w biżuterii, ale również w eklektycznych stolikach wykonanych z ciętych plastrów drewna osadzonych na miedzianych nóżkach. Cud, miód,malina.

Czas zaczął się niemiłosiernie kurczyć i dosłownie przeleciałyśmy z prędkością światła przez kilka stoisk odzieżowych w poszukiwaniu wzorzystych tkanin, które moglibyśmy wykorzystać do swoich projektów wnętrzarskich.

Przed rozjazdem każda w swoją stronę zdążyłyśmy sobie trochę poplotkować, wymienić się doświadczeniami i planami na najbliższe projekty. Każde spotkanie z Martą to dla mnie duża dawka emocji i wzruszeń. W sumie zrobiłyśmy już razem kilka szalonych rzeczy wspólnie 🙂 Targi to zawsze okazja do podpatrzenia aktualnych stylów, trendów, do poznania wielu wspaniałych ludzi, nawiązania nowych kontaktów, również tych biznesowych. Kopalnia pomysłów oraz motywacja, których czasami po prostu brakuje….

Read More

Biblioteka dojrzałego człowieka

Czasami w życiu bywa tak, że jeszcze nie wypowiemy na głos tego, co nam po głowie chodzi, a już w wyniku zbiegu pewnych okoliczności płynnie przechodzimy do realizacji nawet nieśmiałych planów. Nie inaczej było tym razem, kiedy po prawie 10 latach prowadzenia biura, postanowiłam zmienić typowe meble biurowe z popularnej sieciówki na coś „nowszego”. W miejsce mało praktycznej komódki potrzebowałam wstawić mebel będący zgrabnym połączeniem pojemnej komody i reprezentacyjnego regału. Od jakiegoś czasu po godzinach moje biuro jest też moją pracownią, więc reorganizacja i nowy aranż stały się niezbędne.

Takim oto sposobem stałam się szczęśliwą posiadaczką przeszklonej biblioteczki na wysoki połysk z rozsuwanymi drzwiczkami. Mebel zachowany w bardzo dobrym stanie, stabilny. Cała moja przyszła praca miała opierać się jedynie na personalizacji mebla, a to mocno ułatwia zadanie.

Od samego początku, chciałam, aby biblioteczka delikatnie nawiązywała do odnowionego już stolika kawowego typu jamnik. Wspólnym mianownikiem obu projektów stała się geometryczna tapeta, oraz bielone nogi.

Po demontażu szyb i drzwiczek cały mebel został porządnie umyty, a poszczególne elementy, które miały być malowane, uprzednio zeszlifowałam papierem ściernym. Kolorem białym pomalowałam nóżki, dolną belkę oraz fronty półek aby je zaakcentować na ciemnym kolorze mebla. Dopiero trzecie malowanie dało pełne krycie, eliminując jednocześnie żółte przebarwienia, po starych powłokach lakierniczych. Całość zabezpieczyłam 2 warstwami lakieru.

Jedne z drzwiczek pomalowałam grafitową farbą kredową, a następnie zabezpieczyłam woskiem, uzyskując efekt surowego betonu z powstałym przez zwykły przypadek wcięciem stanowiącym pewnego rodzaju kontrast, ale informującym jednocześnie o kierunku rozsuwania drzwi ha ha ha ha.

Drugie drzwiczki po zmatowieniu pokryłam grubą warstwą kleju do tapet, a następnie nakleiłam przyciętą uprzednio na wymiar tapetę.Docięcie tapety na wymiar i jej dopasowanie przy tym projekcie było najistotniejszą kwestią,gdyż po nałożeniu 3 warstw lakieru musiałam mieć pewność, że drzwiczki będą swobodnie sunąć po prowadnicy.

Lubię jeśli jest taka możliwość zostawiać jak najwięcej oryginalnych elementów i detali. Tak było i tym razem. Po dokręceniu pierwotnych uchwytów i wstawieniu drzwiczek na tory prowadnic mogłam uzupełniać  przestrzeń mebla.

Biblioteczka prezentuje się dostojnie, nowocześnie i komponuje się z pozostałym wyposażeniem biura tworząc spójną całość. Łatwo mi połączyć beże i szarości z bielą oraz dotychczasową czerwienią, która była bez wątpienia mocnym akcentem w tym pomieszczeniu. Aby zwyczajnie od niej odpocząć wprowadziłam kilka dodatków w bardziej stonowanych, pastelowych kolorach.

Uwielbiam meble, które mimo niewielkich gabarytów, są bardzo pojemne i wielofunkcyjne, a ponadto dzięki swojej prostocie potrafią idealnie łączyć się z bardziej nowoczesnymi meblami.

 

Read More

Warsztaty tapicerskie

Człowiek się całe życie uczy, a i tak głupi umiera. Hmm… cóż począć niepohamowana żądza poszerzania horyzontów, zdobywania wiedzy tajemnej, konieczność udowodnienia innym, ale przede wszystkim sobie, że potrafię! dam radę!

Znajome uczucie, nieprawdaż???

Nim w deszczowy, jesienny weekend wybrałam się na dwudniowe warsztaty tapicerowania do aż Sosnowca:) musiałam poczynić pewne przygotowania. Warsztaty odbywały się w weekend, a wszyscy ich uczestnicy mogli odnowić przywieziony ze sobą mebel.

Na dwa tygodnie przed planowanym terminem warsztatów rozpoczęłam tzw rekonesans. Posiadam wprawdzie dwa ponadczasowe krzesła Rajmunda Hałasa, które ocaliłam pewnego dnia ze śmietnika po drodze do pracy oraz fotele Liski, które czekają na swoją kolej nabierając tak zwanej mocy urzędowej. Założyłam sobie, że skoro będę się szkolić pod okiem profesjonalisty to poszukam mebla o bardziej obłych kształtach. Koniecznie o nie dużych gabarytach, gdyż wiedziałam, iż po zakończeniu warsztatów będę musiała przytargać na własnych plecach rzeczony obiekt :)))

Dwa tygodnie wydawały mi się zupełnie wystarczające aby znaleźć, kupić i dostarczyć na czas pacjenta. Nic bardziej mylnego! Upatrzyłam na jednym z portali fotel klubowy. Trzask, prask! Tylko odbiór osobisty!!! Ogłoszenie nieaktualne!!! Masakra!!!! Zniechęcona profesjonalnym podejściem sprzedawców do Klientów na 3 dni przed warsztatami udało mi się nabyć fotel będący krzyżówką pomiędzy patyczakiem a muszelką. Wręcz ideał, dobrze trzymający się dupy;).

 

W końcu nadszedł ten dzień. Nie będę ukrywać, odliczałam dni jak żołnierz zasadniczej służby wojskowej wychodzący do cywila. Z przejęcia nie spałam pół nocy, aby i tak wstać o 4 rano. Aura za oknem nie rozpieszczała. Zimno, mokro, idealnie aby zamknąć się w pracowni i działać !!!

Warsztaty rozpoczęły się od wykładu teoretycznego, którego przybliżył uczestniczkom podstawy tapicerowania, zasady kryteriów wyboru mebli używanych podczas ich zakupów, montażu demontażu poszczególnych elementów. Następnie każda z 10 uczestniczek rozpoczęła demontaż na części pierwsze swojego fotela lub krzesła. Zawartość mebli była różna, od trawy morskiej po 2 monety 1 pfeningowe :p, multum zszywek, pianek, gwoździ i wkrętów.

Mój fotel po wstępnym demontażu został podzielony na dwie części: siedzisko i oparcie. Siedzisko jak się okazało odwdzięczyło mi się sprężynami w bardzo dobrym stanie, nie wymagającymi żadnej ingerencji z mojej strony.

Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że to była swego rodzaju randka w ciemno. Fotel przeze mnie zamówiony, został dostarczony bezpośrednio na adres Meblove Kreacje, więc nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Nie wiedziałam też, na jakich gatunkowo i kolorystycznie tkaninach będę pracować. Nie miałam żadnej koncepcji ani pomysłu.

 

Po usunięciu starych elementów pianek zabezpieczonych trylionem zszywek, watoliny, naprawieniu zerwanych pasów profilujących oparcie rozpoczęłam przycinanie i dopasowanie na nowo pianek na siedzisko i oparcie oraz ich montaż. Pierwszy dzień zmagań zakończyłam przygotowaniem fotela do obicia. Przycięłam wstępnie tkaninę na fotel. Fotel miał być dwukolorowy w zieleni i w morskim kolorze.

Zatem drugi, a za razem ostatni dzień warsztatów rozpoczęliśmy wcześnie rano. Pogoda się niestety nie poprawiła. Koncepcja w mojej głowie zrodziła się taka, aby bodno dla kontrastu obszyć tkaniną w morskim kolorze, wszyć kedre w kolorze fuksji, a pozostałą resztę fotela obić w groszkowej zieleni. W drodze na poranny pociąg skubnęłam z mojego warsztaciku reklamówkę z materiałem obiciowym jaki mi pozostał po tapicerowaniu krzeseł. Jak się miło wkrótce okazać, czuwała nade mną opatrzność. Porcję solidnej kawy stawiającej na nogi kawy zastąpiła mi jedna z uczestniczek warsztatów, która bez pytania przywłaszczyła sobie przygotowany uprzednio przeze mnie kawałek tkaniny tym samym niwecząc cały mój plan. Tupet pierwsza klasa! ani przepraszam, ani pocałuj mnie w d…

Trudno, tak krawiec kraje, jak mu materii staje!!! Wyciągnęłam z torby swoją pepitę, wznosząc dziękczynnie oczy ku górze. Mierzymy, przycinamy, sztuka nie łatwa, ale na szczęście nad wszystkim czuwa AkDesign 🙂 Na każdym etapie prac można liczyć na fachową pomoc i dużą dawkę wiedzy technicznej. Po to właśnie spędziłam poprzedni dzień na demontażu i rozbieraniu mebla na czynniki pierwsze, aby ściągnąć z poprzedniego obicia jak najlepiej miarę.

 

Po przycięciu wszystkich elementów, a następnie ich zszyciu, powstało coś na miarę pokrowca. Najtrudniejszym momentem było naciągnięcie pokrowca na stelaż, który obity na nowo piankami stawiał opór. To trochę jak w sklepie odzieżowym, kiedy podoba Ci się kiecka, ale nie ma Twojego rozmiaru i próbujesz na sto sposobów wejść w rozmiar mniejszą :))) Gdzieś tam szew nie styka, coś się marszczy, ale i tak jest zaje….fajnie.

Dodatkowo posiadłam umiejętność obciągania guzików, oraz szycia ściegiem krytym. Tą pierwszą postanowiłam wykorzystać do ozdobienia siedziska w swoim fotelu. Zatem siedzisko ozdobiło pięć guzików w tym samym kolorze co kedra i oparcia fotela, tworząc mocny akcent.

Dumna i blada wrzuciłam fotel na plecy i ruszyłam pociągiem do domu. Jestem bardzo zadowolona z efektów. Cieszę się, gdyż mogłam poznać wielu nowych ludzi, ale spotkać również starych znajomych. Warsztaty polecam wszystkim, bez względu na dotychczasowe doświadczenia w odnawianiu mebli. Dziękuję Martuś, że mnie namówiłaś na warsztaty!!!

To gdzie widzimy się następnym razem???

Read More