Tag: odnawianie mebli

Nawet Księżniczka o porządek dbać musi

W słowniku synonimów języka polskiego dla słowa bałagan znajduje się 196 synonimów. Synonimy te zostały podzielone na 16 grup znaczeniowych, jednakże do najbardziej popularnych zaliczamy m.in. bezład, burdel, chlew, gnojowisko,  kram,  nieład, nieporządek,  pobojowisko, stajnia Augiasza, syf, śmietnik. Czy w każdym domu, w którym mieszkają dzieci panuje wieczny bałagan??

Sprzątanie przy dzieciach jest jak jedzenie czekoladek i mycie zębów jednocześnie 🙂

Nie zwalniające nawet na moment tempo życia, ciągły pośpiech i chaos sprawiają, iż prawie zupełnie nie przywiązujemy uwagi do tego,  jak ten codzienny szał wkrada się w nasze życie. Ilość obowiązków jakie narzucamy sobie lub zostają nam narzucone przez innych, kurczący się niczym kaszmirowy sweterek w pralce czas przelatuje nam przez palce. Odkładane na później pranie, prasowanie, tysiące zabawek, duże ilości kosmetyków oraz miliony innych pierdół nabywanych w pośpiechu powodują, iż chaos z zewnątrz zapraszamy ochoczo pod nasze strzechy.

O tym, jak ważna bywa każda minuta, zwłaszcza rano, kiedy to za wszelką cenę próbujemy punktualnie wyjść z domu, aby w drodze do pracy porozwozić dzieciaki lub zrobić zakupy. Wtedy to najczęściej w dzikim szale niczym u Podkowińskiego szukamy z pozoru mało istotnych rzeczy. Ile razy z ręką na sercu Twe dziecię nie może znaleźć ulubionego samochodzika lub kucyka??? Nerwowo szukasz, przekopując tony zabawek, próbując jak najszybciej zmyć grymas niezadowolenia z buzi Twej latorośli lub powstrzymać histeryczny płacz doprowadzający w konsekwencji do szewskiej pasji. A może zdarza się, gdy zaspana wstajesz w nocy do obudzonego dziecka, bo gorączka, bo potwór w szafie itp. Suniesz lekko na granicy pomiędzy snem a jawa, do czasu kiedy nie podjedziesz na rozrzuconych na podłodze kredkach lub koralikach.  Dlaczego, mimo nieodpartej chęci pomalowania ust jakąś czaderską pomadką często tocząc ciężką wewnętrzną walkę, po chwili rezygnujemy lub bezskutecznie próbujemy ujarzmić niesforna grzywnę szukąjac wsuwek, spinek i diabli wiedzą czego jeszcze.

A gdyby rzucić to wszystko w te diabły i wyjechać w Bieszczady???

A może po prostu zwolnić na chwilę, łapiąc głęboki wdech, spróbować okiełznać bałagan w koło i zamknąć go w małe, zgrabne pudełeczko??? Mnie się udało. Tobie również się uda.

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i lasami …. kiedy jako szczęśliwa matka jedynaka postanowiłam mojemu synkowi zrobić szafeczkę na kredki, flamastry i inne szpargały. Tematem przewodnim były kotki i pieski w intensywnych kolorach. Do malowania użyłam farb akrylowych w 3 kolorach. Po malowaniu korpus wraz z szufladkami przyodziałam zwierzakami używając do tego techniki decqupage. Aby całość nie była zbyt pstrokata połowę szuflad pomalowanych na biało, a następnie ozdobiłam je ręcznie rysowanymi : szkieletem rybki, kością oraz łapa psa. Całość utrwaliłam kilkoma warstwami lakieru. Trwałość lakieru okazała się na tyle skuteczna, gdyż wytrzymała garażowanie resoraków, a teraz z powodzeniem mieści liczna kolekcje figurek PetShop oraz MyLittlePony mojej córki.

W tej samej technice do naszej łazienki przygotowałam organizery z motywami New York i Marylin Monroe. Motywy dekoracyjne, trochę takie ponadczasowe idealnie komponują się z bezpiecznie zaprojektowana w bezach i drewnie łazienka. Kilkukrotne malowanie cienką warstwa lakieru lekko rozcieńczonego z woda należycie zabezpieczyło organizery, które mimo ciągłej wilgoci i pary królującej w tymże pomieszczeniu zachowały swoje właściwości i estetykę, dzielnie stojąc na straży ładu i porządku ułatwiając poranną i wieczorną toaletę.

Przez zupełny przypadek, po malowaniu stołu w puszce ostała się resztka farby kredowej w śladowych wręcz ilościach. Postanowiłam wałkiem przemalować małą komódkę na biało i poeksperymentować z szablonami. Każdą z szufladek ozdobiłam w inny sposób, a dzięki malowaniu zupełnymi resztkami łatwo było uzyskać efekt cieniowania. Biel ładnie skomponowała się z brudnym różem. Całość dla odmiany zabezpieczyłam woskiem, otrzymując bardziej matowe, satynowe wykończenie. Początkowo mebelek miał być na użytek córki, ale ostatecznie wylądowała na komodzie w mojej sypialni, a wraz z nią cała moja kolekcja kolczyków, naszyjników, broszek i bransoletek.

Ta samą metodą wykonałam mniejszą, cztero szufladkowa komódkę dla siostrzenicy męża na jej piąte urodziny. Z tą subtelną różnicą, iż postawiłam na turkusowy kolor, stopniowo go rozjaśniając białym aby otrzymać miętowy odcień. Analogicznie całość zabezpieczyłam woskiem.

Pomysł na prezent dla 5 latki okazał się na tyle fajny i trafiony w punkt, że postanowiłam zrobić taki też mojej córce. Korzystając z z okazji zbliżających się imienin, kupiłam jej w prezencie duży organizer, tej samej wielkości, co mój na biżuterię. Wiadomo, duża komódka równa się duży projekt, więc do współpracy zaprosiłam moją córcie. Wspólnie zabraliśmy się do roboty, dzieląc zadanie między siebie.

Do pomalowania wszystkich elementów wybrałyśmy farby akrylowe w kolorze jasnego różu, błękitu oraz bieli. Farby aplikowała małym wałeczkiem Konstancja losowo dobierając kolory poszczególnych szufladek.

Zgodnie uznałyśmy, że dekoracja zwykłym szablonem to za mało. Wspólnie wpadłyśmy na pomysł, aby nadać mebelkowi look glam i więcej blichtu. Wszyscy wiemy, jak małe księżniczki kochają brokat. Na świeżo pomalowany element z pomocą szablonu, póki jeszcze farba nie wyschła sypałyśmy brokat w tym samym kolorze co malunek, aby wydobyć głębię i nadać chłodnego, kryształowego efektu niczym w Krainie Lodu. Po wyschnięciu farby, należało zabezpieczyć organizer w delikatny sposób, aby nie obsypać lub rozmazać brokatu. Pierwsza warstwa lakieru została nałożona małym pędzelkiem, tylko w miejscach gdzie był brokat. Dopiero po zastygnięciu brokatu szerokim pędzlem nałożyłyśmy kolejne warstwy lakieru.

I tak w zasadzie cała zabawa mogłaby się skończyć, lecz obie czułyśmy lekki niedosyt. Nasza wariacja na temat Królowej Elzy i jej twierdzy z lodu, nie miała pałacowego wyglądu. Udało mi się dobrać do organizera małe, bukowe, ludwikowskie nóżki o wysokości około 10 cm, które pomalowałam  i polakierowałam w tych samych kolorach. Dla przekory na dwa różne kolory, a następnie za pomocą niewielkich wkrętów i kleju do drewna zamontowałam do korpusu.

Obie jesteśmy bardzo zadowolone z efektu naszej wspólnej pracy oraz wspólnie spędzonego czasu.

Read More

GENDER

Zapytałam popularną przeglądarkę internetową czego nie da się połączyć. Wyników wyszukiwania było wiele, między innymi nie da się połączyć wody z ogniem, wody z oliwą, a nawet nie można połączyć się z WiFi. A co się da???? Czy nawet jeśli się da to trzeba??? Czy zawsze musi być coś tylko czarne lub tylko białe??? Czy zaburzenie pozornej równowagi i porządku świata ma zbawienny wpływ???

Weźmy przykład z życia, teraz taki popularny i kontrowersyjny mianowicie Gender. Suma cech osobowości, zachowań oraz stereotypów i ról płciowych, rozumianych w danym społeczeństwie jako kobiece lub męskie, przyjmowanych przez kobiety i mężczyzn w ramach danej kultury. Gender, czyli kulturowy składnik tożsamości kulturowej przekazywany jest poszczególnym jednostkom w sposób performatywny czyli poprzez uczenie się, odgrywanie i powtarzanie zachowań innych osób tej samej płci.

Mam nieodparte wrażenie, że ten cały kocioł buchający oparami gender, to nic innego jak wrzawa medialna na której ktoś robi niezły hajs i uprawia politykę. Nie uważam, aby ograniczenia i ukierunkowania dzieci wywierało skuteczny wpływ na określenie ich tożsamości społecznej i rolę w przyrodzie. Dziewczynki chętnie bawią się lalkami w dom, odgrywając rolę mamy lub przedszkolanki. Lubią sobie coś opowiadać i chętnie biorą udział w zabawach grupowych. Chłopcy zaś sięgają po klocki, bawią się wszelkimi rodzajami pojazdów. Są bezustannie w ruchu, wybierają zabawy i gry oparte na działaniu, w których można rywalizować i jednoznacznie udowodnić swoją przewagę. Z wiekiem te różnice jeszcze się pogłębiają i w dorosłym życiu stają się jednym z głównych powodów braku porozumienia między mężczyzną a kobietą. Kolokwialnie rzecz ujmując, kolory stają się bardziej wyraźne, nie zaburzone proporcjonalnie. Kobiety wolą rozwiązywać problemy praktyczne, panowie są lepsi w myśleniu abstrakcyjnym. Mężczyźni świetnie rozumieją mapy, kobiety potrafią czytać z twarzy jak z otwartej książki. Coś jednak ich różni i dzieli, nie pozwalając tym samym na powstanie szarości i manipulowanie przy jej odcieniach i nasyceniu.

Dzięki ściślejszemu zespoleniu obydwu półkul kobietom trudniej oddzielić emocje od rozsądku. Często oceniają ludzi lub sytuacje intuicyjnie, czytać z twarzy, gestykulacji oraz sposobu mówienia, łatwiej odróżniając prawdę od kłamstwa. Z powodu znacznie wyższego niż u kobiet poziomu testosteronu mężczyźni są od nas bardziej agresywni i impulsywniejsi. Kobiety wolą rozwiązywać problemy praktyczne, panowie są lepsi w myśleniu abstrakcyjnym. Mężczyźni świetnie rozumieją mapy, kobiety posiadają umiejętność dostrzegania subtelnych zmian w otoczeniu.

Czy zacieranie wyraźnych różnic między kobietą a mężczyzną jest konsekwencją tego, iż żyjemy na przeludnionej planecie, gdzie „wszystko” w zasadzie już wymyślono, odkryto, pokazano??? Że łatwy przekaz i liberalność przepisów oraz swoboda obyczajów sprawiły, że trzeba być oryginalnym, nietuzinkowym, aby zostać zauważonym i zapamiętanym?? Szukamy zatem alternatyw, innych możliwości. To mężczyźni zakładają teraz rurki (aż mnie czasem zazdrość zżera, że on wszedł w nie, a ja nie !!!), robią perfekcyjny makijaż jakiego ja nie miałam nigdy w życiu. To kobiety zostają motorniczymi tramwaju, obcinają włosy na krótko, majsterkują i deklarują często, że chłop w życiu nie koniecznie jest im do szczęścia potrzebny.

Należy sobie uzmysłowić, iż granica jest cienka, ale jakże istotna. Każdy z nas jest inny i w inny sposób ustala sobie granice oraz proporcje. Refleksje te, jakże życiowe i zgoła trudne uczą jak te tematy poruszać i uzmysłowić im tą cienką, ale jakże istotną granicę tak, aby z dwóch pozornie niepasujących elementów stworzyć coś nowego i niebanalnego.

Tak więc, aby nie było tak śmiertelnie poważnie pokrótce chciałam powiedzieć, że warto jeździć na wakacje nad polskie morze. Argumentów przemawiających za tym jest wiele. Dla przykładu wieje i pogoda jest zmienna, może jest zimne, aż wykręca kostki i zaglonione. Plaże są zatłoczone, a ceny porównywalne z luksusowymi kurortami śródziemnomorskimi. Może i tak…. ale stamtąd nie przywozi się takich pamiątek z wakacji. Korzystając ze słonecznej, ale zbyt wietrznej pogody na kąpiel w morzu wybrałam się z małżem na wycieczkę rowerową wzdłuż linii brzegowej. Z jednej strony las z drugiej morze i tak w stronę kanału łączącego jezioro z morzem. Jednak, aby dostać się na trasę, trzeba było przejechać przez teren Zlotu Pojazdów Militarnych. Nie jestem specjalną fanką militariów, ale poziom tej imprezy i jej organizacji jest na tyle wysoki, że przyciąga uczestników również z zagranicy. Stroje, sprzęt z minionej epoki. Vintage i retro pełną gębą.

Tak sobie prowadzę rower i nagle poczułam miłość. Zakochałam się od pierwszego wrażenia. Piękny kolor khaki, pojemna skrzynia wojskowa na petardy 100 sztuk. Szybka decyzja, biorę. Mina męża nie do opisania, słownictwo nie do przytoczenia. Sprzedawca był tak uprzejmy, że mi ją przytrzymał do powrotu z wycieczki rowerowej co bym nie musiała z nią jeździć 17km tylko 6km . Na czas pobytu wakacyjnego skrzynię przysposobiły sobie dzieciaki, jednak w dniu wyjazdu, podczas pakowania rzeczy do samochodu sytuacja była mało klarowna. Wypchany po brzegi bagażnik, brak miejsca na cokolwiek innego sprawił, iż groził mi powrót pociągiem w towarzystwie skrzyni. Zgłębiane jednak od lat tajniki sztuki pakowania, organizacji i samozaparcie pozwoliły mi wrócić do domu z rodziną na tylnej kanapie z dupskiem wetkniętym między dwoma fotelikami dzieci.

Tak sobie przeleżała biedulka od wakacji koło mojego biurka. Wiecie, niektórzy skromnie muszelkę, słoik piasku, magnes na lodówkę przemycą do pracy. Patrzą potem z utęsknieniem i w chwilach kryzysu wypalenia zawodowego przywołują wspomnienia wakacji lub na solarium próbują podtrzymać blaknącą opaleniznę. Ale nie ja, ja to na bogato skrzynię do roboty ze sobą.

No i tak sobie wymyśliłam razu pewnego, że zrobię sobie toaletkę. Toaletkę z długimi jak marzenie nogami. Zamówiłam więc nogi toczone, w ludwikowskim stylu, z surowego drewna do pomalowania własnoręcznego. Gdzieś z tyłu głowy miałam tylko jedno zestawienie kolorystyczne: khaki i róż w intensywnym, ale nie neonowym odcieniu. Rozpoczęłam pracę od pomalowania nóg dwoma warstwami farby akrylowej, które zapewniły pełne krycie i intensywność koloru. Całość zabezpieczyłam lakierem bezbarwnym o satynowym wykończeniu. Nogi leżały dłuższy czas, nabierając tak zwanej mocy urzędowej.

Skrzynia natomiast została oczyszczona, a oryginalne napisy, które pod wpływem czyszczenia zaczęły się rozpuszczać zabezpieczone woskiem i pozostawione do utwardzenia, bez polerowania.

 

Dno skrzyni oraz nogi zostały przewiercone i za pomocą śrub połączone ze sobą. Z przyciętej na wymiar sklejki stworzyłam przegródki, które w jasny i przejrzysty sposób dzielą przestrzeń skrzyni na mniejsze części, a ich montaż jest tak samo łatwy jak demontaż. Dzięki temu mamy możliwość przechowywania większych rzeczy w skrzyni.

Zatem skrzynia niczym multiinstrumentalista pełnić może wiele różnych funkcji:

  • toaletki,
  • pomocnika,
  • szafki nocnej

Kreatywność to umiejętność łączenia tego, czego pozornie połączyć się nie da. Jak widać pierwiastek męski i żeński żyć potrafią w symbiozie, incydentalnie nad sobą przemiennie górując.


Read More

SIECIOWE TEŻ MOŻE BYĆ NIETYPOWE

Z pewnością znacie z autopsji sytuacje, kiedy to wybieracie się na planowane zakupy. Wiecie doskonale co, za ile i po co chcecie kupić?

Ba! Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że większość z Was, spryciarzy, wpierw sprawdza w necie co i za ile?, pyta znajomych lub odwiedza liczne fora i grupy, które wyrosły niczym grzyby po deszczu służąc radą i pomocą w mniejszym bądź większym stopniu. Tak… lubimy mieć wszystko i wszystkich pod kontrolą. Mało kto w dzisiejszych czasach stawia na spontaniczność zgodnie z zasadą ” niech się dzieje wola nieba…” i jak to śpiewa Bednarek ” łapie chwile nie ufając przyszłości“.

Ja, jak na świadomego konsumenta przystało zakupy nazwijmy to droższych rzeczy poprzedzam wnikliwą analizą i porównaniami. Elektronikę wszelkiej maści pozostawiam ślubnemu, wszak nie mogę znać się na wszystkim i szczerze, na samą myśl o czytaniu  instrukcji mam odruch wymiotny.

No ale nie do końca o tym, jak przebiega proces podejmowania decyzji konsumenckich i motywach im towarzyszących ma być ten post.

Co innego zakupy w markecie budowlanym, w sklepie z dodatkami lub wyposażeniem wnętrz. Mebli w zasadzie nie kupuję, gdyż większość sama staje na mojej drodze. Jeśli już coś nabywam to jest to zakup spontaniczny wywołany impulsem. Tak też było w przypadku sosnowej komody.

Wracając z rodzinnego wypadu, postanowiliśmy przejazdem odwiedzić Ikee. Wiecie szwedzkie klopsiki, siusiu i takie tam. Przesmradzając się po sklepie wpadliśmy dosłownie na sosnową komodę ( a może to ona na nas wpadła???). Liczne modele sześcio i ośmio szufladowe. Nasze spojrzenia się spotkały tzn moje i męża. Krótka wymiana zdań, ściągnięcie miary. Szybka decyzja – bierzemy!!! Hmm, ale zaraz, zaraz mój hamulec ręczny zwany potocznie mężem bez mrugnięcia okiem zgadza się ochoczo??? A gdzie haczyk???

Takim oto sposobem sosnowe paskudztwo zawitało pod naszą strzechą, a szanowny małżonek skwitował cała sytuację krótko: “wiem, że tego nie spieprzysz“. Ok, to znaczy, że mam zielone światło i mogę się wyżyć artystycznie.

Nie było sensu wywozić komody do pracowni ponieważ i tak docelowo miała stanąć w sypialni. Kuchenne rewolucje rozpoczęłam od skręcenia konstrukcji nośnej komody, i pomalowania ramy oraz korpusu w miejscach, które będą widoczne po zamontowaniu szuflad i blatu.

Ponieważ komoda stać będzie w nogach naszego łoża, ważnym było zadbać o jej awers i rewers. Postanowiłam pomalować również plecy komody, gdyż będą widoczne ze strony łózka. W ten sposób powstało piękne tło stanowiące bazę dla licznych poduch w łóżku.

Od samego początku zależało mi na tym aby każda z sześciu szuflad miała inny front, których zwieńczeniem miały być gałki, a w zasadzie 12 szt gałek, w dodatku każda inna. Postawiłam na mocne, intensywne kolory farb akrylowych, uzyskując mocny efekt krycia.

 

Niektóre szuflady oraz blat został ozdobiony marokańską koniczyną, w kontrastujących kolorach. Całość zabezpieczona lakierem bezbarwnym w półmacie.

Ogólnie przedsięwzięcia okazała się sporym wyzwaniem w warunkach domowych. Duże elementy, różnorodność kolorów, konieczność malowania w nocy lub w późnych godzinach wieczornych w celu uniknięcia paraliżu kuchennego. Schnięcie poszczególnych warstw farby i lakieru. Ominęło mnie wprawdzie szlifowanie, wiercenie itp.

Efekt końcowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i zrekompensował w pełni zarwane nocki 🙂

 

Komoda prezentuje się niezwykle oryginalnie. Kto powiedział , że wszystko musi być symetryczne, spójne i w stonowanych kolorach, sprzyjających odpoczynkowi. Hmm.. a kto z Was w sypialni tylko odpoczywa? :p

Ps. pierwszy i jedyny póki co projekt nagrodzony w konkursie Snieżki na grupie Babski Refrszing 🙂

Read More

“MUCHA” NIE SIADA

Często się zdarza, że czuję się niczym chomik w kołowrotku  życia codziennego. Pobudka, śniadanie, ubieranie, pakowanie, wypad!

Dzień jak co dzień, z tym małym wyjątkiem że były to moje kolejne osiemnaste urodziny. Pokonując z lataroślą utartą ścieżkę do szkoły, na wpół przytomna dosłownie wpadłam na brzoskwiniowe cuś! Przystaję, taksuje wzrokiem. Mija kilka chwil, (jakże cennych dla każdej matki rano) nim impuls trafi do mózgu, jakże zaspanego o tej porze dnia, a ten zaś przetworzy obraz.

Paskudztwo na czterech nogach, taka oto pierwsza myśl. Omiatam wzrokiem. Tu już ktoś majstrował przy tym cacku. Pomalował olejną farbą na brzoskwiniowy kolor, wymienił tapicerkę niestety we wzorzystą tkaniną w odcieniach zieleni, stanowiącą popularne obicie tapczanów, amerykanek i wszelakich puf. Patrzę wnikliwiej i co widzę??? Lewy podłokietnik połamany. No dobra myślę, kształt ładny, fotel drewniany, z jasienickiej fabryki mebli giętych czyli produkt rzec można prawie lokalny. Szybka decyzja, biorę!!! Ale zaraz ? Dwójka dzieci, torba, tornister!!! Odprowadzę dzieci i wrócę po Ciebie!!! Nie, a jeśli nadjedzie w międzyczasie śmieciarka lub co gorsza znajdzie się drugi taki łowca okazji i go drapnie??? I tu zadziałała moja impulsywna natura. Zdecydowanym ruchem cisnęłam fotel w pobliskie krzaki, szybkim krokiem zmierzając do szkoły. Oczywiście obietnic należy dotrzymywać i po niespełna godzinie fotel stał w pracowni budząc szeroko pojęte zainteresowanie.

Dość szybko narodził się pomysł, a w zasadzie wizja tego jak fotel wyglądać powinien. Pozostawienie obecnej kolorystyki nie wchodziło w grę. Reanimację trupka zaczęłam od sklejenia podłokietnika. Linia złamania była wielokierunkowa i wymagała zaangażowania kilku klamer. Obły kształt fotela wymógł na mnie demontaż wszystkich zamalowanych śrub i rozebrania go na części pierwsze. Wszystkie elementy zostały przeszlifowane do surowego drewna, a z obręczy siedziska wyciągnęłam niezliczoną ilość zszywek.

Prawie wszystkie drewniane elementy uzyskały kolor satynowej czerni,która ładnie pokryła drewno. Jedną z nóg oraz część oparcia została pomalowana na czerwono, tworząc nawiązanie do czerwonych linii na tkaninie, którą obiłam siedzisko na nowo. Miejsca po zszywkach zamaskowałam taśmą tapicerską w czarnym kolorze.

Całość prezentuje się zacnie. Elegancki czary fotel przełamany został czerwonymi dodatkami i ekstrawaganckim wzorem na tkaninie. Lubicie takie nietuzinkowe rozwiązania, czy może bardziej zachwycają Was stonowane, jasne kolory?

Read More

OPOWIEŚCI Z KRYPTY :)

Równowaga, symetria, stagnacja……nuda i na tym w zasadzie mogłabym zakończyć ten wpis.

Tak to można blogować 🙂 a jak?!

Życie składa się jednak z przypadków. Z odnawianiem mebli  w zasadzie u mnie też tak jest. Kiedy postanowiłam skorzystać z przestrzeni strychowej w domu rodzinnym mojego męża i wysłać go z misją zmagazynowania dębowej ławy, co by w naszym małym mieszkanku nie graciła zbytnio, doświadczyłam czegoś w rodzaju zaskoczenia.  Wieciecoś na zasadzie  jakby mijać gościa  w samym podkoszulku na ulicy w 15 stopniowym mrozie. W naszym tandemie, którym gnamy przez życie pełnię rolę zbieracza, swego rodzaju sroki, która znosi łupy do domu. Ślubny zaś, bez wątpienia obyłby się bez tych wszystkich pierdół i bibelotów, które ja skrupulatnie gromadzę, przestawiam i wiecznie zmieniam.

 

Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy małżonek wrócił z pełnym bagażnikiem samochodowym, w którym wprawdzie nie było rzeczonej ławy, ale leżała szafeczka nocna. Dość nietypowa, cała drewniana, częściowo zamykana. Z licznymi śladami odbitych kółek po szklankach lub kubkach oraz malunkach flamastrami. Zdziwienie na mojej twarzy było na tyle wymowne, iż ślubny szybko wyjaśnił mi, że znalazł ją na strychu. Pozazdrościł mi mojej szafki nocnej i takim oto sposobem stanęłam przed ogromnym wyzwaniem. Miałam bowiem odnowić szafkę, która stanowiła schedę rodzinną, dziedzictwo, precjoza. Chciałam, aby szafka zachowała możliwie jak najwięcej oryginalnych elementów, oddając osobowość mojego męża, a jednocześnie charakter wnętrza w którym docelowo miała stanąć.

Jak to zwykle bywa metamorfoza nie obyła się bez wpadek, które ostatecznie wykreowały obecny image szafki. Szafkę zamieszkiwały myszy, a jedna z nich postanowiła dokonać w niej żywota, traktując ją jak swego rodzaju kryptę grobową 🙁

Szafka została przeze mnie oczyszczona w środku, lecz mimo licznych zabiegów i forteli ciężko było pozbyć się zapaszku (octy, domestosy, płyny kwiatowe nie przyniosły pożądanych rezultatów). Egzamin zdała świeca zapachowa zamknięta na 2 tygodnie w szafce oraz kadzidełka. Przebarwienia na blacie szafki okazały się zbyt głębokie, dlatego też blat postanowiłam przemalować grafitową farbą. Front szafki postanowiłam pomalować na ulubiony kolor mojego męża czyli pomarańczowy. Sięgnęłam pamięcią do odległych czasów dzieciństwa, kiedy w ciężkich czasach komuny zestaw 6 farb plakatowych był synonimem luksusu i próbowałam uzyskać pomarańczową farbę mieszając kolor żółty z czerwonym.

Niestety proporcje zostały mocno zachwiane na wskutek dziury w mej pamięci lub absencji na wychowaniu plastycznym. Dzięki sentymentalnej podróży w czasie uzyskałam brzoskwiniowy kolor, który nawet nie leżał koło pomarańczowego. Nie pozostało mi nic innego, jak skorzystać z gotowca.

Front drzwiczek po skosie, listwy frontowe blatu oraz nóżki pomalowałam na pomarańczowo. Nóżki zyskały skarpetki, a front trójwymiarowy motyw w kolorze blatu. Całość zabezpieczyłam trzema warstwami lakieru. Starą gałkę drewnianą na metalowym szyldzie zamieniłam na czarną kryształową. Mebel prezentuje się zacnie. Intensywność pomarańczy świetnie koresponduje z fuksją, turkusem i fioletami, dominującymi w naszej sypialni. Każda z szafek nocnych jest zupełnie inna tak jak nasze charaktery, a z drugiej strony świetnie się wzajemnie uzupełniają.

 

Ps. Mąż śpi spokojnie. Nie nawiedza go duch myszy. Zero koszmarów sennych, po prostu wieje nudą w sypialni :p

Read More

Biblioteka dojrzałego człowieka

Czasami w życiu bywa tak, że jeszcze nie wypowiemy na głos tego, co nam po głowie chodzi, a już w wyniku zbiegu pewnych okoliczności płynnie przechodzimy do realizacji nawet nieśmiałych planów. Nie inaczej było tym razem, kiedy po prawie 10 latach prowadzenia biura, postanowiłam zmienić typowe meble biurowe z popularnej sieciówki na coś “nowszego”. W miejsce mało praktycznej komódki potrzebowałam wstawić mebel będący zgrabnym połączeniem pojemnej komody i reprezentacyjnego regału. Od jakiegoś czasu po godzinach moje biuro jest też moją pracownią, więc reorganizacja i nowy aranż stały się niezbędne.

Takim oto sposobem stałam się szczęśliwą posiadaczką przeszklonej biblioteczki na wysoki połysk z rozsuwanymi drzwiczkami. Mebel zachowany w bardzo dobrym stanie, stabilny. Cała moja przyszła praca miała opierać się jedynie na personalizacji mebla, a to mocno ułatwia zadanie.

Od samego początku, chciałam, aby biblioteczka delikatnie nawiązywała do odnowionego już stolika kawowego typu jamnik. Wspólnym mianownikiem obu projektów stała się geometryczna tapeta, oraz bielone nogi.

Po demontażu szyb i drzwiczek cały mebel został porządnie umyty, a poszczególne elementy, które miały być malowane, uprzednio zeszlifowałam papierem ściernym. Kolorem białym pomalowałam nóżki, dolną belkę oraz fronty półek aby je zaakcentować na ciemnym kolorze mebla. Dopiero trzecie malowanie dało pełne krycie, eliminując jednocześnie żółte przebarwienia, po starych powłokach lakierniczych. Całość zabezpieczyłam 2 warstwami lakieru.

Jedne z drzwiczek pomalowałam grafitową farbą kredową, a następnie zabezpieczyłam woskiem, uzyskując efekt surowego betonu z powstałym przez zwykły przypadek wcięciem stanowiącym pewnego rodzaju kontrast, ale informującym jednocześnie o kierunku rozsuwania drzwi ha ha ha ha.

Drugie drzwiczki po zmatowieniu pokryłam grubą warstwą kleju do tapet, a następnie nakleiłam przyciętą uprzednio na wymiar tapetę.Docięcie tapety na wymiar i jej dopasowanie przy tym projekcie było najistotniejszą kwestią,gdyż po nałożeniu 3 warstw lakieru musiałam mieć pewność, że drzwiczki będą swobodnie sunąć po prowadnicy.

Lubię jeśli jest taka możliwość zostawiać jak najwięcej oryginalnych elementów i detali. Tak było i tym razem. Po dokręceniu pierwotnych uchwytów i wstawieniu drzwiczek na tory prowadnic mogłam uzupełniać  przestrzeń mebla.

Biblioteczka prezentuje się dostojnie, nowocześnie i komponuje się z pozostałym wyposażeniem biura tworząc spójną całość. Łatwo mi połączyć beże i szarości z bielą oraz dotychczasową czerwienią, która była bez wątpienia mocnym akcentem w tym pomieszczeniu. Aby zwyczajnie od niej odpocząć wprowadziłam kilka dodatków w bardziej stonowanych, pastelowych kolorach.

Uwielbiam meble, które mimo niewielkich gabarytów, są bardzo pojemne i wielofunkcyjne, a ponadto dzięki swojej prostocie potrafią idealnie łączyć się z bardziej nowoczesnymi meblami.

 

Read More

Warsztaty tapicerskie

Człowiek się całe życie uczy, a i tak głupi umiera. Hmm… cóż począć niepohamowana żądza poszerzania horyzontów, zdobywania wiedzy tajemnej, konieczność udowodnienia innym, ale przede wszystkim sobie, że potrafię! dam radę!

Znajome uczucie, nieprawdaż???

Nim w deszczowy, jesienny weekend wybrałam się na dwudniowe warsztaty tapicerowania do aż Sosnowca:) musiałam poczynić pewne przygotowania. Warsztaty odbywały się w weekend, a wszyscy ich uczestnicy mogli odnowić przywieziony ze sobą mebel.

Na dwa tygodnie przed planowanym terminem warsztatów rozpoczęłam tzw rekonesans. Posiadam wprawdzie dwa ponadczasowe krzesła Rajmunda Hałasa, które ocaliłam pewnego dnia ze śmietnika po drodze do pracy oraz fotele Liski, które czekają na swoją kolej nabierając tak zwanej mocy urzędowej. Założyłam sobie, że skoro będę się szkolić pod okiem profesjonalisty to poszukam mebla o bardziej obłych kształtach. Koniecznie o nie dużych gabarytach, gdyż wiedziałam, iż po zakończeniu warsztatów będę musiała przytargać na własnych plecach rzeczony obiekt :)))

Dwa tygodnie wydawały mi się zupełnie wystarczające aby znaleźć, kupić i dostarczyć na czas pacjenta. Nic bardziej mylnego! Upatrzyłam na jednym z portali fotel klubowy. Trzask, prask! Tylko odbiór osobisty!!! Ogłoszenie nieaktualne!!! Masakra!!!! Zniechęcona profesjonalnym podejściem sprzedawców do Klientów na 3 dni przed warsztatami udało mi się nabyć fotel będący krzyżówką pomiędzy patyczakiem a muszelką. Wręcz ideał, dobrze trzymający się dupy;).

 

W końcu nadszedł ten dzień. Nie będę ukrywać, odliczałam dni jak żołnierz zasadniczej służby wojskowej wychodzący do cywila. Z przejęcia nie spałam pół nocy, aby i tak wstać o 4 rano. Aura za oknem nie rozpieszczała. Zimno, mokro, idealnie aby zamknąć się w pracowni i działać !!!

Warsztaty rozpoczęły się od wykładu teoretycznego, którego przybliżył uczestniczkom podstawy tapicerowania, zasady kryteriów wyboru mebli używanych podczas ich zakupów, montażu demontażu poszczególnych elementów. Następnie każda z 10 uczestniczek rozpoczęła demontaż na części pierwsze swojego fotela lub krzesła. Zawartość mebli była różna, od trawy morskiej po 2 monety 1 pfeningowe :p, multum zszywek, pianek, gwoździ i wkrętów.

Mój fotel po wstępnym demontażu został podzielony na dwie części: siedzisko i oparcie. Siedzisko jak się okazało odwdzięczyło mi się sprężynami w bardzo dobrym stanie, nie wymagającymi żadnej ingerencji z mojej strony.

Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że to była swego rodzaju randka w ciemno. Fotel przeze mnie zamówiony, został dostarczony bezpośrednio na adres Meblove Kreacje, więc nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Nie wiedziałam też, na jakich gatunkowo i kolorystycznie tkaninach będę pracować. Nie miałam żadnej koncepcji ani pomysłu.

 

Po usunięciu starych elementów pianek zabezpieczonych trylionem zszywek, watoliny, naprawieniu zerwanych pasów profilujących oparcie rozpoczęłam przycinanie i dopasowanie na nowo pianek na siedzisko i oparcie oraz ich montaż. Pierwszy dzień zmagań zakończyłam przygotowaniem fotela do obicia. Przycięłam wstępnie tkaninę na fotel. Fotel miał być dwukolorowy w zieleni i w morskim kolorze.

Zatem drugi, a za razem ostatni dzień warsztatów rozpoczęliśmy wcześnie rano. Pogoda się niestety nie poprawiła. Koncepcja w mojej głowie zrodziła się taka, aby bodno dla kontrastu obszyć tkaniną w morskim kolorze, wszyć kedre w kolorze fuksji, a pozostałą resztę fotela obić w groszkowej zieleni. W drodze na poranny pociąg skubnęłam z mojego warsztaciku reklamówkę z materiałem obiciowym jaki mi pozostał po tapicerowaniu krzeseł. Jak się miło wkrótce okazać, czuwała nade mną opatrzność. Porcję solidnej kawy stawiającej na nogi kawy zastąpiła mi jedna z uczestniczek warsztatów, która bez pytania przywłaszczyła sobie przygotowany uprzednio przeze mnie kawałek tkaniny tym samym niwecząc cały mój plan. Tupet pierwsza klasa! ani przepraszam, ani pocałuj mnie w d…

Trudno, tak krawiec kraje, jak mu materii staje!!! Wyciągnęłam z torby swoją pepitę, wznosząc dziękczynnie oczy ku górze. Mierzymy, przycinamy, sztuka nie łatwa, ale na szczęście nad wszystkim czuwa AkDesign 🙂 Na każdym etapie prac można liczyć na fachową pomoc i dużą dawkę wiedzy technicznej. Po to właśnie spędziłam poprzedni dzień na demontażu i rozbieraniu mebla na czynniki pierwsze, aby ściągnąć z poprzedniego obicia jak najlepiej miarę.

 

Po przycięciu wszystkich elementów, a następnie ich zszyciu, powstało coś na miarę pokrowca. Najtrudniejszym momentem było naciągnięcie pokrowca na stelaż, który obity na nowo piankami stawiał opór. To trochę jak w sklepie odzieżowym, kiedy podoba Ci się kiecka, ale nie ma Twojego rozmiaru i próbujesz na sto sposobów wejść w rozmiar mniejszą :))) Gdzieś tam szew nie styka, coś się marszczy, ale i tak jest zaje….fajnie.

Dodatkowo posiadłam umiejętność obciągania guzików, oraz szycia ściegiem krytym. Tą pierwszą postanowiłam wykorzystać do ozdobienia siedziska w swoim fotelu. Zatem siedzisko ozdobiło pięć guzików w tym samym kolorze co kedra i oparcia fotela, tworząc mocny akcent.

Dumna i blada wrzuciłam fotel na plecy i ruszyłam pociągiem do domu. Jestem bardzo zadowolona z efektów. Cieszę się, gdyż mogłam poznać wielu nowych ludzi, ale spotkać również starych znajomych. Warsztaty polecam wszystkim, bez względu na dotychczasowe doświadczenia w odnawianiu mebli. Dziękuję Martuś, że mnie namówiłaś na warsztaty!!!

To gdzie widzimy się następnym razem???

Read More

ŁAPACZ SNÓW

Jestem zmęczona !!!

Zmęczyło mnie jak diabli odkładanie książki lub telefonu na pufę stojącą w „nogach” mojego łóżka. Niby pufa duża, pojemna, ale…. no właśnie niepraktyczna zupełnie w roli szafki nocnej. Tej co miała zapewnić mi komfort. Z powodzeniem przechowywać moje cenne skarby, te liczne ładowarki, okulary, gazety i książki, które próbuje dokończyć, lecz z powodu deficytu czasu nie mogę. Chciałabym czegoś, co będzie pojemne jak przedwojenna wanna a  jednocześnie stanowić będzie stabilny postument dla lampki nocnej i kubka kawy lub herbaty.

Nie ma to tamto! Bez zbędnej zwłoki ruszyłam na łowy. Cel: mała, zgrabna, pojemna, prosta w budowie i co ważne z szufladami.

Za naprawdę śmieszne pieniądze kupiłam na popularnym serwisie internetowym szafkę z dwoma szufladami na wysoki połysk. Toczone, smukłe nóżki – patyczaki 🙂

Niestety rzeczywistość brutalnie mnie rozczarowała. Mimo stosownych oznaczeń na paczce „ostrożnie” przesyłka dotarła do mnie jak się okazało z licznymi przygodami. Ubite rogi, popękany lakier na frontach szuflad. Obraz nędzy i rozpaczy:(

Od dłuższego czasu chodziła za mną miedź. Kolor, który stworzony jest do życia w duecie. Ładnie łączy się z  innymi kolorami, zarówno jasnymi, jak też intensywnym różem, niebieskim, turkusowym, czarnym lub szarym.

W czasie kiedy na ubytkach schła szpachla, odkręciłam nóżki i uchwyty. Całość oczyściłam i odtłuściłam, a z nóżek dodatkowo ściągnęłam papierem ściernym powłokę lakierowaną. Tak przygotowane elementy potraktowałam farbą w spray’u w kolorze jasnej miedzi.

Po przeszlifowaniu korpus szafki pomalowałam go szarą farbą akrylową, a następnie zabezpieczyłam 4 warstwami bezbarwnego lakieru.

Następnie przyszedł czas na fronty szuflad. Zmatowiłam je, a następnie za pomocą kleju do tapet bezskutecznie próbowałam przykleić tapetę. Doprowadzona do szewskiej pasji, gotowa byłam rzucić całym tym dziadostwem. Próbę poddania projektu udaremnił mój mąż. Uzmysłowił mi delikatnie, że nie po to cała rodzina je pizzę zamiast sobotniego obiadu, abym ja po dezorganizacji przestrzeni domowej tak po prostu odpuściła.

Podjęłam ostatnią heroiczną próbę przyodziania tapety. Tym razem zmieniłam taktykę. Posmarowałam fronty lakierem, a jak zaczął podsychać przyłożyłam do niego tapetę. Pierwsza warstwa lakieru na tapetę była grubsza, tworząc coś na podobieństwo laminatu. Cztery kolejne miały za zadanie utrwalić całość.

Tapeta została przeze mnie przycięta tak, aby po zamknięciu szuflad tworzyła spójny wzór. Dno szuflad zostało wyłożone dekoracyjnym papierem do pakowania prezentów.

Ot wszystko:)

 

Read More

SZAFECZKA NOCNA ART DECO

Pierwsze koty za płoty jak to mówią – więc padło na szafkę nocną. Szafkę otrzymałam od Klienta, który likwidował meble przed sprzedażą mieszkania. Stała kilka dobrych tygodni w mojej „pracowni” nabierając mocy urzędowej.

Szafka wykonana z drewna , zdobiona malowanymi słojami. Blat szafki był mocno porysowany. Na tym etapie moja wiedza i doświadczenie w odnawianiu mebli było marginalne, rzec by można znikome. Poparte raptem jednym szkoleniem z zastosowaniem farb kredowych i przygotowania podłoża do pracy.

Zaopatrzywszy się w niezbędne do malowania farby, pędzle i folie ochronne zakasałam rękawy i pełna entuzjazmu ruszyłam do pracy. Zaczęłam od odkręcenia starych gałek oraz oczyszczenia szafki i wszystkich jej zakamarków. Następnie odtłuściłam powierzchnię które przeznaczyłam do malowania. Zamysł był taki , aby utrzymać projekt w konwencji pastelowej. Kolory otrzymałam przez mieszanie białej farby z turkusową i z czerwoną. Z tej mieszanki otrzymałam pastelowy róż oraz miętowy kolor.

 

Po nałożeniu pierwszej warstwy i jej wyschnięciu na drzwiczkach zaczęły pojawiać się plamy. Niestety, ani chemiczne ani mechaniczne próby ich usunięcia spełzły na niczym. Byłam pełna nadziei, że druga warstwa da radę. Niestety nie dała 🙁

 

 

Doszłam do wniosku, że najlepszym sposobem walki z plamami będzie kamuflaż w postaci wzoru, który częściowo zamaskuje lub przynajmniej odwróci uwagę. Za pomocą szablonu nałożyłam turkusową farbę. Drobny motyw roślinny dał radę 🙂

 

Dla przekory pomalowałam też tylko jedną nogę pozostawiając pozostałe nogi oraz brzegi blatu i nietknięte. Całość zabezpieczyłam woskiem. W miejsce starych gałek wstawiłam nowe.

 

 

 

 

 

Z efektu końcowego jestem bardzo zadowolona, całość wyszła słodko, ale nie przesadnie.

Read More

FESTIWAL WNĘTRZ

W dniach 10- 11 czerwca br w Krakowie po raz kolejny odbywała się impreza skupiająca wokół tysiące osób będących miłośnikami dobrego wzornictwa i szeroko pojętego designu. Festiwal Wnętrz stał się na weekend miejscem, w którym  okazja była spotkać architektów oraz producentów oferujących rozwiązania i produkty przeznaczone do wykańczania i aranżowania wnętrz oraz projektantów sztuki użytkowej.

 

Na targi udało mi się wyciągnąć całą rodzinę zachęconą licznymi atrakcjami, w tym również dla dzieci. Pełen parking krakowskiej Chemobudowy wróżył liczną frekwencję w środku. Przeczucia mnie nie zawiodło. Już od progu spory ruch i duża niespodzianka. Z automatu zaopatrzona zostałam w dużą ilość materiałów prasowych, broszur i ulotek. Spory jak dla mnie zastrzyk wiedzy i inspiracji. Całość Festiwalu zlokalizowana była na dwóch poziomach. Poza stoiskami ekspozycyjnymi na parterze znajdowało się zaplecze gastronomiczne, a na piętrze zorganizowano salkę wykładową.

 

Pomiędzy stoiskami projektantów i producentów artykułów wyposażenia i wystroju wnętrz przygotowane były stoiska, na których najmłodsi uczestnicy Festiwalu mogli podczas prowadzonych warsztatów spróbować swych sił jako projektanci. Swoich dzieci nie musiałam specjalnie namawiać do udziału.


Na stoisku „LITOGRAF STUDIO” miały okazję spróbować samodzielnie przenieść motywy roślinne ze stempli na tkaninę, tworząc oryginalną i niepowtarzalną pracę oraz rozgryźć działanie prasy graficznej.

 

Dłuższą chwile spędziliśmy również na stoisku „ZIELONA WRONA” na którym pozwoliliśmy się wprowadzić w świat flory, zgłębiając techniki KOKEDAMY czyli uprawy roślin z Japonii. Na naszych oczach powstawał miniaturowy świat zamknięty w leśnym ekosystemie. Jak zahipnotyzowani wpatrywaliśmy się w powstały na naszych oczach miniaturowy las, który dzieci zabrały ze sobą do domu.

  

Nie ukrywam, że dla mnie jednym z ważniejszych powodów uczestnictwa w Festiwalu Wnętrz był panel seminariów i wykładów. Zwłaszcza pierwszy dzień obfitował w tematykę najbliższą memu sercu.

Duże zainteresowanie wzbudziła we mnie prezentacja aplikacji mobilnej „Przymierz we wnętrzu. Nowość w aplikacji Homebook” Aplikacja umożliwia użytkownikom w sposób prosty i intuicyjny przeglądać dostępne zdjęcia. Każdy użytkownik może przy pomocy tej aplikacji robić zakupy online. Znajdziemy tutaj bardzo wiele nowoczesnych i designerskich produktów do wyposażenia wnętrz znanych marek oraz sklepów wnętrzarskich. Wyszukiwanie produktów w aplikacji jest bardzo szybkie i łatwe. Dzięki podziałowi na kategorie bez problemu jesteśmy w stanie znaleźć działy  i akcesoria. Jeśli znajdziemy coś co nam się spodoba, możemy podzielić się z nimi naszymi odkryciami lub poprosić o wyrażenie opinii za pomocą opcji udostępniania w mediach społecznościowych. Udostępniać możemy informacje o ulubionych produktach, inspiracjach oraz artykułach. Aplikacja pozwala również na zapisywanie inspiracji oraz produktów, tak aby w sposób szybki i prosty do nich wrócić. Co ważne aplikacja jest zupełnie bezpłatna, w języku polskim i działa na systemie Android. Jak dla mnie bomba!!!

Następnie relacja z tegorocznych Targów w Mediolanie, która stanowiła dla mnie niesamowitą podróż po różnorakich stylach i trendach. Podsunęła też kilka pomysłów i rozwiązań, które bez wątpienia znajdą odzwierciedlenie w moich projektach w najbliższym czasie. ….

Swoistą podróż sentymentalną w czasie odbyłam podczas wykładu Pani Beaty Bochińskiej, która to dzieliła się ze słuchaczami swoją wiedzą i doświadczeniem w tworzeniu i kolekcjonowaniu przedmiotów codziennego użytku.

 

Bardzo chciałam wziąć udział w panelu przygotowanym przez Da Wanda.pl „ W domu miłośnika nowoczesnego handmade’u. Kolor zmienia wszystko. Przykłady nieszablonowych połączeń kolorystyczny w klasycznych i nowoczesnych wnętrzach” jednak czas zaczął niemiłosiernie się kurczyć, a przecież to nie wszystko co mogłam i chciałam zobaczyć tego dnia.

Niczym „shopping queen”ruszyłam na łowy, krążąc pomiędzy stoiskami i wznosząc co rusz dziękczynnie oczy ku górze. Stoiska były pięknie zaaranżowane i choć niektóre z nich nieduże oferowały wiele dobra do odkrycia.


Jednym z pierwszych stoisk na które trafiłam i zatrzymałam się na dłużej było stoisko duńskiego producenta farb, okładzin ściennych, produktów do drewna oraz akcesoriów malarskich Flügger.
Stoisko obfitowało w szeroką gamę wzorów i próbników. Cudowne kolory i tekstury, fachowa pomoc i rady.

Kolejnym stoiskiem, którego nie mogłam sobie odmówić to ekspozycja mebli marki URBANE, które przyciągają i zachwycają oryginalnym kształtem przy użyciu klasycznych i nowoczesnych materiałów. Dzięki nowoczesnym technologią oraz staranności wykonania udało się otrzymać meble, które wydobywają szlachetność sklejki, które łączone z egzotycznymi fornirami i żywicą epoksydową tworzą niepowtarzalną kompozycję. Wykończone i zabezpieczone woskiem olejowym lub lakierem charakteryzują się lekkością, pozwalają obcować z naturą i pięknie będą komponować się zarówno z pastelowymi jak i odważnymi, intensywnymi kolorami we wnętrzach. Są bardzo wygodne, dobrze wyprofilowane o czym miałam możliwość przekonać się osobiście, usadzając swoje cztery szanowne litery.
W punkt! Bo tak pokrótce mogę określić poczynania WOOD & PAPER, którzy stawiają na prostotę formy w projektowaniu i produkcji mebli przy zachowaniu pełnej funkcjonalność. Wzornictwo zostało zaczerpnięte z lat 50 i 60 tych, kiedy to design w Polsce przeżywał największy rozkwit. Meble wielofunkcyjne, dostosowujące się do potrzeb użytkownika. Od początku do końca wykonane własnoręcznie w technologii tradycyjnej.


Na II poziomie trafiłam na stoisko SABATDesign, które prezentowały podobnie jak poprzedni producenci artykuły wyposażenia wnętrz wykonane ze sklejki oraz litego drewna. Urzekło mnie biurko z wbudowaną ramą stanowiącą oświetlenie LED. Konstrukcja biurka umożliwia sprytne pochowanie zbędnych rzeczy czyli wszechobecny ład i porządek. Lampa stojąca trójnóg kojarzący mi się z reflektorami planów zdjęciowych.

Nadarzyła się też okazja, aby po podglądać “konkurencję”, gdyż marka ekeklekle to ReDesign mebli oraz elementów służących aranżacji wnętrz. Zajmują się projektowaniem, wykonują i odnawiają meble. Bardzo dobre jakościowo materiały ze skóry i materiałów pluszopodobnych, w odważnych intensywnych kolorach bardzo zbieżne z moją wrażliwością estetyczną. Mała różnica polega jedynie na tym, iż dominuje tam stylu Glam i eklektyzm. Charakterystyczną cechą jest pikowanie mebli, stylizacje typu Chesterfield i Bidermayer.


Producent mebli JADIK zaprezentował szeroką gamę krzeseł, stołów, a także foteli tapicerowanych. Cechy, które wyróżniają kolekcje tej marki to zdecydowanie solidność i jakość wykonania, unikalność modeli gustownie zaprojektowanych.


“Czy ktoś widział jak biegnie króliczek zielony”??? Mojej czteroletniej córeczce bardzo spodobały się mebelki, a w zasadzie miniaturki mebelków dla dzieci prezentowane przez firmę SOMEBUNNY. Słodziutkie tapicerowane kanapy, pufy i fotele w mięciutkich, pastelowych kolorach. Ha! Ile kolorów tyle przymiarek, bo przecież na każdym kolorze siedzi się inaczej 🙂

Moją miłość do surowych, industrialnych wnętrz i fascynację nimi podzieliła firma Artial Design prezentując na swoim stoisku wiele możliwości zastosowania i aranżacji. Unikatowość tekstury, możliwości plastyczne i surowość sprawiają, że beton architektoniczny w sposób cudowny łączy się ze szkłem, drewnem i metalem. W ofercie znaleźć można elementy wystroju wnętrz takie jak zegary, systemy oświetleniowe. W ofercie marki Wilk Concept znalazły się ręcznie wykonane artykuły z betonu, takie jak: lampy, doniczki, świeczniki czy podkładki. Inspirację do ich stworzenia stanowiły geometryczne formy, które w niezwykły sposób łączą się z betonem wprowadzając nowoczesny klimat we wnętrzach.


Fani motoryzacji i czterech kółek obecni na festiwalu znaleźliby coś również dla siebie. Marka MP Project tworzy unikatowe rzeczy metodą upcyklingu, aby stworzyć niebanalne siedziska, stoliki czy uroczą świnkę skarbonkę wykorzystując do tego niepotrzebne części samochodowe.


Odwiedziliśmy też stoisko “jubilerskie”, gdyż niczym dzieci w sklepie z cukierkami przebierałyśmy w kolorowych gałeczkach i klamkach, które stanowią istną biżuterię. Różnorodność barw, kształtów tworzą małe dzieła sztuki, które nadadzą sznytu każdemu meblowi. Na stoisku można było zaopatrzyć się w gałki poprzednich kolekcji, jak również oglądnąć nowe modele wchodzące do sprzedaży.


Nie byłabym sobą gdybym czegoś nie kupiła na targach. Na stoisku MALEKO wśród licznych używanych mebli importowanych ze Skandynawii wypatrzyłam lampkę metalową na trzech nóżkach w kolorze morskim lub jak ktoś woli ciemno turkusowym.

Festiwal Wnętrz to targi podczas których prezentowane są najnowsze trendy w aranżacji i wyposażaniu wnętrz. To kopalnia wiedzy i inspiracji. Atakowały mnie niczym rój pszczół dosłownie z każdej strony w cudowny sposób pobudzały zmysły, aktywowały zakończenia nerwowe kierując tym samym do głowy niezliczoną ilość impulsów.
Czy było warto? Tak. Czy wybiorę się za rok? Zdecydowanie tak!

Z tego miejsca pragnę podziękować Virtus Studio za pomoc w realizacji wpisu.

 

Read More