Tag: trendy

GENDER

Zapytałam popularną przeglądarkę internetową czego nie da się połączyć. Wyników wyszukiwania było wiele, między innymi nie da się połączyć wody z ogniem, wody z oliwą, a nawet nie można połączyć się z WiFi. A co się da???? Czy nawet jeśli się da to trzeba??? Czy zawsze musi być coś tylko czarne lub tylko białe??? Czy zaburzenie pozornej równowagi i porządku świata ma zbawienny wpływ???

Weźmy przykład z życia, teraz taki popularny i kontrowersyjny mianowicie Gender. Suma cech osobowości, zachowań oraz stereotypów i ról płciowych, rozumianych w danym społeczeństwie jako kobiece lub męskie, przyjmowanych przez kobiety i mężczyzn w ramach danej kultury. Gender, czyli kulturowy składnik tożsamości kulturowej przekazywany jest poszczególnym jednostkom w sposób performatywny czyli poprzez uczenie się, odgrywanie i powtarzanie zachowań innych osób tej samej płci.

Mam nieodparte wrażenie, że ten cały kocioł buchający oparami gender, to nic innego jak wrzawa medialna na której ktoś robi niezły hajs i uprawia politykę. Nie uważam, aby ograniczenia i ukierunkowania dzieci wywierało skuteczny wpływ na określenie ich tożsamości społecznej i rolę w przyrodzie. Dziewczynki chętnie bawią się lalkami w dom, odgrywając rolę mamy lub przedszkolanki. Lubią sobie coś opowiadać i chętnie biorą udział w zabawach grupowych. Chłopcy zaś sięgają po klocki, bawią się wszelkimi rodzajami pojazdów. Są bezustannie w ruchu, wybierają zabawy i gry oparte na działaniu, w których można rywalizować i jednoznacznie udowodnić swoją przewagę. Z wiekiem te różnice jeszcze się pogłębiają i w dorosłym życiu stają się jednym z głównych powodów braku porozumienia między mężczyzną a kobietą. Kolokwialnie rzecz ujmując, kolory stają się bardziej wyraźne, nie zaburzone proporcjonalnie. Kobiety wolą rozwiązywać problemy praktyczne, panowie są lepsi w myśleniu abstrakcyjnym. Mężczyźni świetnie rozumieją mapy, kobiety potrafią czytać z twarzy jak z otwartej książki. Coś jednak ich różni i dzieli, nie pozwalając tym samym na powstanie szarości i manipulowanie przy jej odcieniach i nasyceniu.

Dzięki ściślejszemu zespoleniu obydwu półkul kobietom trudniej oddzielić emocje od rozsądku. Często oceniają ludzi lub sytuacje intuicyjnie, czytać z twarzy, gestykulacji oraz sposobu mówienia, łatwiej odróżniając prawdę od kłamstwa. Z powodu znacznie wyższego niż u kobiet poziomu testosteronu mężczyźni są od nas bardziej agresywni i impulsywniejsi. Kobiety wolą rozwiązywać problemy praktyczne, panowie są lepsi w myśleniu abstrakcyjnym. Mężczyźni świetnie rozumieją mapy, kobiety posiadają umiejętność dostrzegania subtelnych zmian w otoczeniu.

Czy zacieranie wyraźnych różnic między kobietą a mężczyzną jest konsekwencją tego, iż żyjemy na przeludnionej planecie, gdzie „wszystko” w zasadzie już wymyślono, odkryto, pokazano??? Że łatwy przekaz i liberalność przepisów oraz swoboda obyczajów sprawiły, że trzeba być oryginalnym, nietuzinkowym, aby zostać zauważonym i zapamiętanym?? Szukamy zatem alternatyw, innych możliwości. To mężczyźni zakładają teraz rurki (aż mnie czasem zazdrość zżera, że on wszedł w nie, a ja nie !!!), robią perfekcyjny makijaż jakiego ja nie miałam nigdy w życiu. To kobiety zostają motorniczymi tramwaju, obcinają włosy na krótko, majsterkują i deklarują często, że chłop w życiu nie koniecznie jest im do szczęścia potrzebny.

Należy sobie uzmysłowić, iż granica jest cienka, ale jakże istotna. Każdy z nas jest inny i w inny sposób ustala sobie granice oraz proporcje. Refleksje te, jakże życiowe i zgoła trudne uczą jak te tematy poruszać i uzmysłowić im tą cienką, ale jakże istotną granicę tak, aby z dwóch pozornie niepasujących elementów stworzyć coś nowego i niebanalnego.

Tak więc, aby nie było tak śmiertelnie poważnie pokrótce chciałam powiedzieć, że warto jeździć na wakacje nad polskie morze. Argumentów przemawiających za tym jest wiele. Dla przykładu wieje i pogoda jest zmienna, może jest zimne, aż wykręca kostki i zaglonione. Plaże są zatłoczone, a ceny porównywalne z luksusowymi kurortami śródziemnomorskimi. Może i tak…. ale stamtąd nie przywozi się takich pamiątek z wakacji. Korzystając ze słonecznej, ale zbyt wietrznej pogody na kąpiel w morzu wybrałam się z małżem na wycieczkę rowerową wzdłuż linii brzegowej. Z jednej strony las z drugiej morze i tak w stronę kanału łączącego jezioro z morzem. Jednak, aby dostać się na trasę, trzeba było przejechać przez teren Zlotu Pojazdów Militarnych. Nie jestem specjalną fanką militariów, ale poziom tej imprezy i jej organizacji jest na tyle wysoki, że przyciąga uczestników również z zagranicy. Stroje, sprzęt z minionej epoki. Vintage i retro pełną gębą.

Tak sobie prowadzę rower i nagle poczułam miłość. Zakochałam się od pierwszego wrażenia. Piękny kolor khaki, pojemna skrzynia wojskowa na petardy 100 sztuk. Szybka decyzja, biorę. Mina męża nie do opisania, słownictwo nie do przytoczenia. Sprzedawca był tak uprzejmy, że mi ją przytrzymał do powrotu z wycieczki rowerowej co bym nie musiała z nią jeździć 17km tylko 6km . Na czas pobytu wakacyjnego skrzynię przysposobiły sobie dzieciaki, jednak w dniu wyjazdu, podczas pakowania rzeczy do samochodu sytuacja była mało klarowna. Wypchany po brzegi bagażnik, brak miejsca na cokolwiek innego sprawił, iż groził mi powrót pociągiem w towarzystwie skrzyni. Zgłębiane jednak od lat tajniki sztuki pakowania, organizacji i samozaparcie pozwoliły mi wrócić do domu z rodziną na tylnej kanapie z dupskiem wetkniętym między dwoma fotelikami dzieci.

Tak sobie przeleżała biedulka od wakacji koło mojego biurka. Wiecie, niektórzy skromnie muszelkę, słoik piasku, magnes na lodówkę przemycą do pracy. Patrzą potem z utęsknieniem i w chwilach kryzysu wypalenia zawodowego przywołują wspomnienia wakacji lub na solarium próbują podtrzymać blaknącą opaleniznę. Ale nie ja, ja to na bogato skrzynię do roboty ze sobą.

No i tak sobie wymyśliłam razu pewnego, że zrobię sobie toaletkę. Toaletkę z długimi jak marzenie nogami. Zamówiłam więc nogi toczone, w ludwikowskim stylu, z surowego drewna do pomalowania własnoręcznego. Gdzieś z tyłu głowy miałam tylko jedno zestawienie kolorystyczne: khaki i róż w intensywnym, ale nie neonowym odcieniu. Rozpoczęłam pracę od pomalowania nóg dwoma warstwami farby akrylowej, które zapewniły pełne krycie i intensywność koloru. Całość zabezpieczyłam lakierem bezbarwnym o satynowym wykończeniu. Nogi leżały dłuższy czas, nabierając tak zwanej mocy urzędowej.

Skrzynia natomiast została oczyszczona, a oryginalne napisy, które pod wpływem czyszczenia zaczęły się rozpuszczać zabezpieczone woskiem i pozostawione do utwardzenia, bez polerowania.

 

Dno skrzyni oraz nogi zostały przewiercone i za pomocą śrub połączone ze sobą. Z przyciętej na wymiar sklejki stworzyłam przegródki, które w jasny i przejrzysty sposób dzielą przestrzeń skrzyni na mniejsze części, a ich montaż jest tak samo łatwy jak demontaż. Dzięki temu mamy możliwość przechowywania większych rzeczy w skrzyni.

Zatem skrzynia niczym multiinstrumentalista pełnić może wiele różnych funkcji:

  • toaletki,
  • pomocnika,
  • szafki nocnej

Kreatywność to umiejętność łączenia tego, czego pozornie połączyć się nie da. Jak widać pierwiastek męski i żeński żyć potrafią w symbiozie, incydentalnie nad sobą przemiennie górując.


Read More

SKRAWEK

Często zachodzę w głowę, skąd u mnie tak wysoce rozwinięta umiejętność tworzenia czegoś z niczego?? Być może jest to pokłosie tego, że mój dziecięcy wiek zbiegł się w czasie z rozkwitem PRL w Polsce? W czasach kiedy wszystko, łącznie z papierem toaletowym i mortadelą trzeba było wystać w kolejce. Mimo braku internetu i telefonu nadzwyczaj rozwinięty był system kolejkowy, kartki na mięso, kupony na masło i przydział na mieszkania lokatorskie. Każda z gospodyń domowych charakteryzowała się opanowanymi do perfekcji systemem organizacyjnym. Z pewnością część tych umiejętności nabyłam w procesie wzrastania i wychowywania. Dość szybko podjęłam też pracę zarobkową, co z pewnością ugruntowało we mnie nawyk poszanowania pieniądza i oszczędzania.

Zastanawiać się można, czy wraz z rozwojem cywilizacji, zalewem wszechobecnej chińszczyzny, postępem techniki i technologii przerabianie rzeczy starych na nowe, wykorzystywaniem pozostałości do stworzenia czegoś nowego ma sens i rację bytu? Ależ i owszem,

Od znajomej dostałam około 1,5 mkw pięknego weluru tapicerskiego z motywem jungle z kolorowymi liśćmi monstery. Zieleń wzoru łamana fioletem, turkusem i fuksją. Cudo! W pierwszej chwili pomyślałam, że przyozdobi podnóżek. Jednak po chwili zastanowienia stwierdziłam, że uszyję sobie poduszkę do sypialni. Co zrobić bez maszyny do szycia? Problem? Nie dla mnie. Udałam się do zaprzyjaźnionej pracowni projektowej , która dysponuje mocno zaawansowanymi technologicznie maszynami do szycia. Miałam przyjemność szyć na maszynie która gada, sama odcina nici, a przycisków do sterowania prędkością, obszywania guzików, haftowania i ściegów ma tyle co kokpit w Boeing 747.

Postawiłam na tradycyjny kształt prostokąta z wszytym, częściowo krytym zamkiem, dzięki czemu łatwiej będzie wyprać poduszkę. Fakt, w sklepach znajdziemy od zatrzęsienia różnej maści , koloru i tekstury poduchy i poduszki. Jednak nie wszystkie można prać, no i po co kupować coś co możemy zrobić sami praktycznie zerowym nakładem finansowym.

Przyznam nieskromnie, że poduszka prezentuje się bosko w połączeniu z pozostałymi, na tle pleców komody czyli po przeciwnej stronie wezglowia !!!! I tu z tego miejsca pytanie, jak fachowo nazwać wezglowie w nogach??? Jakieś pomysły???

Kupon materiału okazał się na tyle duży, że po uszyciu poduchy został jego kawałek. Rzecz jasna zbyt mały na drugą do pary. No po prostu nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystała cennej zdobyczy do końca. Odszukałam w odmętach mojej pamięci fakt, iż jestem szczęśliwą posiadaczką aluminiowej ramki w srebrnym kolorze, która to straciła szybkę podczas montażu grafiki.

 

Takim oto sposobem zamiast grafiki, skromna i minimalistyczna ramka zyskała na welurowej zawartości. Myślę, że bardziej strojna ramka byłaby przesadą. Gdybym pod spód włożyła kawałek korka lub styropianu mogłabym poszczycić się oryginalną tablicą.

Takim oto sposobem z potwierdziło się stare polskie porzekadło: “krawiec kraje, ile mu materii staje”. Tyle w temacie:)

Read More

“MUCHA” NIE SIADA

Często się zdarza, że czuję się niczym chomik w kołowrotku  życia codziennego. Pobudka, śniadanie, ubieranie, pakowanie, wypad!

Dzień jak co dzień, z tym małym wyjątkiem że były to moje kolejne osiemnaste urodziny. Pokonując z lataroślą utartą ścieżkę do szkoły, na wpół przytomna dosłownie wpadłam na brzoskwiniowe cuś! Przystaję, taksuje wzrokiem. Mija kilka chwil, (jakże cennych dla każdej matki rano) nim impuls trafi do mózgu, jakże zaspanego o tej porze dnia, a ten zaś przetworzy obraz.

Paskudztwo na czterech nogach, taka oto pierwsza myśl. Omiatam wzrokiem. Tu już ktoś majstrował przy tym cacku. Pomalował olejną farbą na brzoskwiniowy kolor, wymienił tapicerkę niestety we wzorzystą tkaniną w odcieniach zieleni, stanowiącą popularne obicie tapczanów, amerykanek i wszelakich puf. Patrzę wnikliwiej i co widzę??? Lewy podłokietnik połamany. No dobra myślę, kształt ładny, fotel drewniany, z jasienickiej fabryki mebli giętych czyli produkt rzec można prawie lokalny. Szybka decyzja, biorę!!! Ale zaraz ? Dwójka dzieci, torba, tornister!!! Odprowadzę dzieci i wrócę po Ciebie!!! Nie, a jeśli nadjedzie w międzyczasie śmieciarka lub co gorsza znajdzie się drugi taki łowca okazji i go drapnie??? I tu zadziałała moja impulsywna natura. Zdecydowanym ruchem cisnęłam fotel w pobliskie krzaki, szybkim krokiem zmierzając do szkoły. Oczywiście obietnic należy dotrzymywać i po niespełna godzinie fotel stał w pracowni budząc szeroko pojęte zainteresowanie.

Dość szybko narodził się pomysł, a w zasadzie wizja tego jak fotel wyglądać powinien. Pozostawienie obecnej kolorystyki nie wchodziło w grę. Reanimację trupka zaczęłam od sklejenia podłokietnika. Linia złamania była wielokierunkowa i wymagała zaangażowania kilku klamer. Obły kształt fotela wymógł na mnie demontaż wszystkich zamalowanych śrub i rozebrania go na części pierwsze. Wszystkie elementy zostały przeszlifowane do surowego drewna, a z obręczy siedziska wyciągnęłam niezliczoną ilość zszywek.

Prawie wszystkie drewniane elementy uzyskały kolor satynowej czerni,która ładnie pokryła drewno. Jedną z nóg oraz część oparcia została pomalowana na czerwono, tworząc nawiązanie do czerwonych linii na tkaninie, którą obiłam siedzisko na nowo. Miejsca po zszywkach zamaskowałam taśmą tapicerską w czarnym kolorze.

Całość prezentuje się zacnie. Elegancki czary fotel przełamany został czerwonymi dodatkami i ekstrawaganckim wzorem na tkaninie. Lubicie takie nietuzinkowe rozwiązania, czy może bardziej zachwycają Was stonowane, jasne kolory?

Read More

OPOWIEŚCI Z KRYPTY :)

Równowaga, symetria, stagnacja……nuda i na tym w zasadzie mogłabym zakończyć ten wpis.

Tak to można blogować 🙂 a jak?!

Życie składa się jednak z przypadków. Z odnawianiem mebli  w zasadzie u mnie też tak jest. Kiedy postanowiłam skorzystać z przestrzeni strychowej w domu rodzinnym mojego męża i wysłać go z misją zmagazynowania dębowej ławy, co by w naszym małym mieszkanku nie graciła zbytnio, doświadczyłam czegoś w rodzaju zaskoczenia.  Wieciecoś na zasadzie  jakby mijać gościa  w samym podkoszulku na ulicy w 15 stopniowym mrozie. W naszym tandemie, którym gnamy przez życie pełnię rolę zbieracza, swego rodzaju sroki, która znosi łupy do domu. Ślubny zaś, bez wątpienia obyłby się bez tych wszystkich pierdół i bibelotów, które ja skrupulatnie gromadzę, przestawiam i wiecznie zmieniam.

 

Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy małżonek wrócił z pełnym bagażnikiem samochodowym, w którym wprawdzie nie było rzeczonej ławy, ale leżała szafeczka nocna. Dość nietypowa, cała drewniana, częściowo zamykana. Z licznymi śladami odbitych kółek po szklankach lub kubkach oraz malunkach flamastrami. Zdziwienie na mojej twarzy było na tyle wymowne, iż ślubny szybko wyjaśnił mi, że znalazł ją na strychu. Pozazdrościł mi mojej szafki nocnej i takim oto sposobem stanęłam przed ogromnym wyzwaniem. Miałam bowiem odnowić szafkę, która stanowiła schedę rodzinną, dziedzictwo, precjoza. Chciałam, aby szafka zachowała możliwie jak najwięcej oryginalnych elementów, oddając osobowość mojego męża, a jednocześnie charakter wnętrza w którym docelowo miała stanąć.

Jak to zwykle bywa metamorfoza nie obyła się bez wpadek, które ostatecznie wykreowały obecny image szafki. Szafkę zamieszkiwały myszy, a jedna z nich postanowiła dokonać w niej żywota, traktując ją jak swego rodzaju kryptę grobową 🙁

Szafka została przeze mnie oczyszczona w środku, lecz mimo licznych zabiegów i forteli ciężko było pozbyć się zapaszku (octy, domestosy, płyny kwiatowe nie przyniosły pożądanych rezultatów). Egzamin zdała świeca zapachowa zamknięta na 2 tygodnie w szafce oraz kadzidełka. Przebarwienia na blacie szafki okazały się zbyt głębokie, dlatego też blat postanowiłam przemalować grafitową farbą. Front szafki postanowiłam pomalować na ulubiony kolor mojego męża czyli pomarańczowy. Sięgnęłam pamięcią do odległych czasów dzieciństwa, kiedy w ciężkich czasach komuny zestaw 6 farb plakatowych był synonimem luksusu i próbowałam uzyskać pomarańczową farbę mieszając kolor żółty z czerwonym.

Niestety proporcje zostały mocno zachwiane na wskutek dziury w mej pamięci lub absencji na wychowaniu plastycznym. Dzięki sentymentalnej podróży w czasie uzyskałam brzoskwiniowy kolor, który nawet nie leżał koło pomarańczowego. Nie pozostało mi nic innego, jak skorzystać z gotowca.

Front drzwiczek po skosie, listwy frontowe blatu oraz nóżki pomalowałam na pomarańczowo. Nóżki zyskały skarpetki, a front trójwymiarowy motyw w kolorze blatu. Całość zabezpieczyłam trzema warstwami lakieru. Starą gałkę drewnianą na metalowym szyldzie zamieniłam na czarną kryształową. Mebel prezentuje się zacnie. Intensywność pomarańczy świetnie koresponduje z fuksją, turkusem i fioletami, dominującymi w naszej sypialni. Każda z szafek nocnych jest zupełnie inna tak jak nasze charaktery, a z drugiej strony świetnie się wzajemnie uzupełniają.

 

Ps. Mąż śpi spokojnie. Nie nawiedza go duch myszy. Zero koszmarów sennych, po prostu wieje nudą w sypialni :p

Read More

BABY z BAZAARu

Dla dobrej kawy w doborowym towarzystwie jestem w stanie zrobić naprawdę wiele…. nawet zwlec się skoro świt z łóżka w niedzielny, wietrzny dzień i wybrać się pociągiem do stolicy województwa 🙂 🙂 🙂 Ta,… nadal mam kłopot z zaakceptowaniem tego faktu.
Jeśli w pakiecie czeka mnie wizyta na targach szeroko pojętego dizajnu, to musiałabym upaść z dywanu na parkiet, aby odmówić i nie pojechać :p


Spotkanie z moją współtowarzyszką, której tak jak i mnie odważne zestawienia barw, tekstur i materiałów sprawia tyle samo radości, co nie jednej kobiecie wyjście na mani i pedicure zawsze ładuje mnie pozytywną energią. Mimo dzielącej nas odległości dzięki social mediom jesteśmy w stałym kontakcie. Nie mniej na spotkanie face to face czekam zawsze z niecierpliwością, bo każda z nas na co dzień ma swój świat, swoje problemy i wyzwania życia codziennego. Wspólnym mianownikiem jest pasja odnawiania, przerabiania, zbieractwa, rękodzielnictwa i tworzenia czegoś z niczego.

Tak oto w niedzielne przedpołudnie stanęłyśmy przed wejściem na SILESIA BAZAAR Dizajn vol.4 w Best Western Premier Hotel Forum w Katowicach, aby spotkać się z producentami przedmiotów użytkowych wyróżniających się oryginalnym, rodzimym wzornictwem nie tylko w kategorii mebli i aranżacji wnętrz, ale też kolekcji ubrań i biżuterii. Całość ekspozycji została rozmieszczona na dwóch poziomach. I choć łącznie wystawiało się lekko ponad 40 wystawców było na czym oko zawiesić.

Jednym z pierwszych stoisk na które zawitałyśmy było stoisko MASZYNY KREACJI, na którym Pan z brodą od sklejki prezentował nam swój bogaty asortyment, oczywiście sklejki. Liczne skrzynki, taborety, kinkiety oraz lampki nocne dla miłośników fauny i flory, fanów Star Wars. Wieszaki, tabliczki, wózeczki w wariantach na gotowo jak i przeznaczone do personalizacji według własnego uznania.

Popularność stylu skandynawskiego oraz zamiłowanie do rzeczy ładnych spotkać można w produktach CutItNow oraz Mooncut. Szablony, literki do dekorowania, podkładki, a w zasadzie wszystko, czego dusza zapragnie wycinane lub grawerowane metodą CNC.

Na stoisku Soft Decor mnóstwo pięknych, ręcznie robionych dodatków do aranżacji wnętrz i zabawek na szydełku zarówno w pastelach jak i w intensywnych kolorach. Szczególnie przypadły nam do gustu siedziska i poduszki w charakterystycznym kształcie klocków LEGO.

Na stoisku MADI prezentowana była srebrna oraz pozłacana biżuteria o geometrycznych oraz florystycznych motywach wykonana z niesamowitą starannością. Natomiast na stoisku z biżuterią Karoliny Bik dominującą inspiracją z natury, ostre krawędzie, asymetria. Biżuteria Moni- Art to biżuteria powstała z wielu drobnych, kolorowych koralików tworzących subtelne wisiorki, bransoletki i pierścionki. Natomiast DJENKA to biżuteria tkana na krośnie metodą Beading, Szutasz oraz industrialna.

Na piętrze zabawiłyśmy dłuższą chwilę na stoisku Pan Gąbka, gdzie zaprezentowano nam szeroką gamę paneli ściennych wykonanych z różnej grubości gąbek, które jak zapewnia producent mają ocieplić nie jedną zimną ścianę, tworząc tym samym ciekawy wzór przestrzenny łatwy w montażu. W asortymencie również meble tapicerowane i materiały tapicerskie mięsiste, wzorzyste, pobudzające zmysły.

Lolaflora to sklep botaniczny posiadający w swojej ofercie wiele roślin jak się okazało nie tylko doniczkowych. Na stoisku można było nabyć rośliny w bardzo przystępnych cenach takie jak monstera, bananowce, kalatee, zamiokulkasy, pilea i mój faworyt wilczomlecz. Bardzo sympatyczne dziewczyny zaprezentowały nam rośliny antysmogowe, oraz zdradziły kilka technik pielęgnacji roślin. Z ciekawostek dodam, że w Krakowie skąd pochodzą prowadzą roślinny patrol!!!! T nic innego jak pogotowie roślinne. Świetny pomysł i inicjatywa. Niestety, z przyczyn logistycznych i w obawie o zdrowie psychiczne mojego ślubnego nie przywiozłam żadnej roślinki do domu, choć kusiło mnie niemiłosiernie. Jak to mówią co się odwlecze….. Lolaflora we will be in touch 🙂

Stoisko INKRU to niesamowita biżuteria inkrustowana, wykonana z tytanu. Motywem przewodnim i inspiracją w pracach jest motyw elfa,nietoperza, morza. Biżuteria ręcznie grawerowana, wykazująca właściwości holograficzne i odznaczająca się niepowtarzalnym wzorem. Wszystko wykonywane przez moją rozmówczynię,osobę delikatną, wrażliwą na piękno, ale jednocześnie pewną siebie i swoich umiejętności. Zazdroszczę, bo to niesamowity dar, umieć pogodzić to wszystko w dzisiejszych czasach. Artyzm i zamiłowanie do pięknych rzeczy nie tylko wyraża się w biżuterii, ale również w eklektycznych stolikach wykonanych z ciętych plastrów drewna osadzonych na miedzianych nóżkach. Cud, miód,malina.

Czas zaczął się niemiłosiernie kurczyć i dosłownie przeleciałyśmy z prędkością światła przez kilka stoisk odzieżowych w poszukiwaniu wzorzystych tkanin, które moglibyśmy wykorzystać do swoich projektów wnętrzarskich.

Przed rozjazdem każda w swoją stronę zdążyłyśmy sobie trochę poplotkować, wymienić się doświadczeniami i planami na najbliższe projekty. Każde spotkanie z Martą to dla mnie duża dawka emocji i wzruszeń. W sumie zrobiłyśmy już razem kilka szalonych rzeczy wspólnie 🙂 Targi to zawsze okazja do podpatrzenia aktualnych stylów, trendów, do poznania wielu wspaniałych ludzi, nawiązania nowych kontaktów, również tych biznesowych. Kopalnia pomysłów oraz motywacja, których czasami po prostu brakuje….

Read More

FESTIWAL WNĘTRZ

W dniach 10- 11 czerwca br w Krakowie po raz kolejny odbywała się impreza skupiająca wokół tysiące osób będących miłośnikami dobrego wzornictwa i szeroko pojętego designu. Festiwal Wnętrz stał się na weekend miejscem, w którym  okazja była spotkać architektów oraz producentów oferujących rozwiązania i produkty przeznaczone do wykańczania i aranżowania wnętrz oraz projektantów sztuki użytkowej.

 

Na targi udało mi się wyciągnąć całą rodzinę zachęconą licznymi atrakcjami, w tym również dla dzieci. Pełen parking krakowskiej Chemobudowy wróżył liczną frekwencję w środku. Przeczucia mnie nie zawiodło. Już od progu spory ruch i duża niespodzianka. Z automatu zaopatrzona zostałam w dużą ilość materiałów prasowych, broszur i ulotek. Spory jak dla mnie zastrzyk wiedzy i inspiracji. Całość Festiwalu zlokalizowana była na dwóch poziomach. Poza stoiskami ekspozycyjnymi na parterze znajdowało się zaplecze gastronomiczne, a na piętrze zorganizowano salkę wykładową.

 

Pomiędzy stoiskami projektantów i producentów artykułów wyposażenia i wystroju wnętrz przygotowane były stoiska, na których najmłodsi uczestnicy Festiwalu mogli podczas prowadzonych warsztatów spróbować swych sił jako projektanci. Swoich dzieci nie musiałam specjalnie namawiać do udziału.


Na stoisku „LITOGRAF STUDIO” miały okazję spróbować samodzielnie przenieść motywy roślinne ze stempli na tkaninę, tworząc oryginalną i niepowtarzalną pracę oraz rozgryźć działanie prasy graficznej.

 

Dłuższą chwile spędziliśmy również na stoisku „ZIELONA WRONA” na którym pozwoliliśmy się wprowadzić w świat flory, zgłębiając techniki KOKEDAMY czyli uprawy roślin z Japonii. Na naszych oczach powstawał miniaturowy świat zamknięty w leśnym ekosystemie. Jak zahipnotyzowani wpatrywaliśmy się w powstały na naszych oczach miniaturowy las, który dzieci zabrały ze sobą do domu.

  

Nie ukrywam, że dla mnie jednym z ważniejszych powodów uczestnictwa w Festiwalu Wnętrz był panel seminariów i wykładów. Zwłaszcza pierwszy dzień obfitował w tematykę najbliższą memu sercu.

Duże zainteresowanie wzbudziła we mnie prezentacja aplikacji mobilnej „Przymierz we wnętrzu. Nowość w aplikacji Homebook” Aplikacja umożliwia użytkownikom w sposób prosty i intuicyjny przeglądać dostępne zdjęcia. Każdy użytkownik może przy pomocy tej aplikacji robić zakupy online. Znajdziemy tutaj bardzo wiele nowoczesnych i designerskich produktów do wyposażenia wnętrz znanych marek oraz sklepów wnętrzarskich. Wyszukiwanie produktów w aplikacji jest bardzo szybkie i łatwe. Dzięki podziałowi na kategorie bez problemu jesteśmy w stanie znaleźć działy  i akcesoria. Jeśli znajdziemy coś co nam się spodoba, możemy podzielić się z nimi naszymi odkryciami lub poprosić o wyrażenie opinii za pomocą opcji udostępniania w mediach społecznościowych. Udostępniać możemy informacje o ulubionych produktach, inspiracjach oraz artykułach. Aplikacja pozwala również na zapisywanie inspiracji oraz produktów, tak aby w sposób szybki i prosty do nich wrócić. Co ważne aplikacja jest zupełnie bezpłatna, w języku polskim i działa na systemie Android. Jak dla mnie bomba!!!

Następnie relacja z tegorocznych Targów w Mediolanie, która stanowiła dla mnie niesamowitą podróż po różnorakich stylach i trendach. Podsunęła też kilka pomysłów i rozwiązań, które bez wątpienia znajdą odzwierciedlenie w moich projektach w najbliższym czasie. ….

Swoistą podróż sentymentalną w czasie odbyłam podczas wykładu Pani Beaty Bochińskiej, która to dzieliła się ze słuchaczami swoją wiedzą i doświadczeniem w tworzeniu i kolekcjonowaniu przedmiotów codziennego użytku.

 

Bardzo chciałam wziąć udział w panelu przygotowanym przez Da Wanda.pl „ W domu miłośnika nowoczesnego handmade’u. Kolor zmienia wszystko. Przykłady nieszablonowych połączeń kolorystyczny w klasycznych i nowoczesnych wnętrzach” jednak czas zaczął niemiłosiernie się kurczyć, a przecież to nie wszystko co mogłam i chciałam zobaczyć tego dnia.

Niczym „shopping queen”ruszyłam na łowy, krążąc pomiędzy stoiskami i wznosząc co rusz dziękczynnie oczy ku górze. Stoiska były pięknie zaaranżowane i choć niektóre z nich nieduże oferowały wiele dobra do odkrycia.


Jednym z pierwszych stoisk na które trafiłam i zatrzymałam się na dłużej było stoisko duńskiego producenta farb, okładzin ściennych, produktów do drewna oraz akcesoriów malarskich Flügger.
Stoisko obfitowało w szeroką gamę wzorów i próbników. Cudowne kolory i tekstury, fachowa pomoc i rady.

Kolejnym stoiskiem, którego nie mogłam sobie odmówić to ekspozycja mebli marki URBANE, które przyciągają i zachwycają oryginalnym kształtem przy użyciu klasycznych i nowoczesnych materiałów. Dzięki nowoczesnym technologią oraz staranności wykonania udało się otrzymać meble, które wydobywają szlachetność sklejki, które łączone z egzotycznymi fornirami i żywicą epoksydową tworzą niepowtarzalną kompozycję. Wykończone i zabezpieczone woskiem olejowym lub lakierem charakteryzują się lekkością, pozwalają obcować z naturą i pięknie będą komponować się zarówno z pastelowymi jak i odważnymi, intensywnymi kolorami we wnętrzach. Są bardzo wygodne, dobrze wyprofilowane o czym miałam możliwość przekonać się osobiście, usadzając swoje cztery szanowne litery.
W punkt! Bo tak pokrótce mogę określić poczynania WOOD & PAPER, którzy stawiają na prostotę formy w projektowaniu i produkcji mebli przy zachowaniu pełnej funkcjonalność. Wzornictwo zostało zaczerpnięte z lat 50 i 60 tych, kiedy to design w Polsce przeżywał największy rozkwit. Meble wielofunkcyjne, dostosowujące się do potrzeb użytkownika. Od początku do końca wykonane własnoręcznie w technologii tradycyjnej.


Na II poziomie trafiłam na stoisko SABATDesign, które prezentowały podobnie jak poprzedni producenci artykuły wyposażenia wnętrz wykonane ze sklejki oraz litego drewna. Urzekło mnie biurko z wbudowaną ramą stanowiącą oświetlenie LED. Konstrukcja biurka umożliwia sprytne pochowanie zbędnych rzeczy czyli wszechobecny ład i porządek. Lampa stojąca trójnóg kojarzący mi się z reflektorami planów zdjęciowych.

Nadarzyła się też okazja, aby po podglądać “konkurencję”, gdyż marka ekeklekle to ReDesign mebli oraz elementów służących aranżacji wnętrz. Zajmują się projektowaniem, wykonują i odnawiają meble. Bardzo dobre jakościowo materiały ze skóry i materiałów pluszopodobnych, w odważnych intensywnych kolorach bardzo zbieżne z moją wrażliwością estetyczną. Mała różnica polega jedynie na tym, iż dominuje tam stylu Glam i eklektyzm. Charakterystyczną cechą jest pikowanie mebli, stylizacje typu Chesterfield i Bidermayer.


Producent mebli JADIK zaprezentował szeroką gamę krzeseł, stołów, a także foteli tapicerowanych. Cechy, które wyróżniają kolekcje tej marki to zdecydowanie solidność i jakość wykonania, unikalność modeli gustownie zaprojektowanych.


“Czy ktoś widział jak biegnie króliczek zielony”??? Mojej czteroletniej córeczce bardzo spodobały się mebelki, a w zasadzie miniaturki mebelków dla dzieci prezentowane przez firmę SOMEBUNNY. Słodziutkie tapicerowane kanapy, pufy i fotele w mięciutkich, pastelowych kolorach. Ha! Ile kolorów tyle przymiarek, bo przecież na każdym kolorze siedzi się inaczej 🙂

Moją miłość do surowych, industrialnych wnętrz i fascynację nimi podzieliła firma Artial Design prezentując na swoim stoisku wiele możliwości zastosowania i aranżacji. Unikatowość tekstury, możliwości plastyczne i surowość sprawiają, że beton architektoniczny w sposób cudowny łączy się ze szkłem, drewnem i metalem. W ofercie znaleźć można elementy wystroju wnętrz takie jak zegary, systemy oświetleniowe. W ofercie marki Wilk Concept znalazły się ręcznie wykonane artykuły z betonu, takie jak: lampy, doniczki, świeczniki czy podkładki. Inspirację do ich stworzenia stanowiły geometryczne formy, które w niezwykły sposób łączą się z betonem wprowadzając nowoczesny klimat we wnętrzach.


Fani motoryzacji i czterech kółek obecni na festiwalu znaleźliby coś również dla siebie. Marka MP Project tworzy unikatowe rzeczy metodą upcyklingu, aby stworzyć niebanalne siedziska, stoliki czy uroczą świnkę skarbonkę wykorzystując do tego niepotrzebne części samochodowe.


Odwiedziliśmy też stoisko “jubilerskie”, gdyż niczym dzieci w sklepie z cukierkami przebierałyśmy w kolorowych gałeczkach i klamkach, które stanowią istną biżuterię. Różnorodność barw, kształtów tworzą małe dzieła sztuki, które nadadzą sznytu każdemu meblowi. Na stoisku można było zaopatrzyć się w gałki poprzednich kolekcji, jak również oglądnąć nowe modele wchodzące do sprzedaży.


Nie byłabym sobą gdybym czegoś nie kupiła na targach. Na stoisku MALEKO wśród licznych używanych mebli importowanych ze Skandynawii wypatrzyłam lampkę metalową na trzech nóżkach w kolorze morskim lub jak ktoś woli ciemno turkusowym.

Festiwal Wnętrz to targi podczas których prezentowane są najnowsze trendy w aranżacji i wyposażaniu wnętrz. To kopalnia wiedzy i inspiracji. Atakowały mnie niczym rój pszczół dosłownie z każdej strony w cudowny sposób pobudzały zmysły, aktywowały zakończenia nerwowe kierując tym samym do głowy niezliczoną ilość impulsów.
Czy było warto? Tak. Czy wybiorę się za rok? Zdecydowanie tak!

Z tego miejsca pragnę podziękować Virtus Studio za pomoc w realizacji wpisu.

 

Read More