Tag: turkusowy

Nawet Księżniczka o porządek dbać musi

W słowniku synonimów języka polskiego dla słowa bałagan znajduje się 196 synonimów. Synonimy te zostały podzielone na 16 grup znaczeniowych, jednakże do najbardziej popularnych zaliczamy m.in. bezład, burdel, chlew, gnojowisko,  kram,  nieład, nieporządek,  pobojowisko, stajnia Augiasza, syf, śmietnik. Czy w każdym domu, w którym mieszkają dzieci panuje wieczny bałagan??

Sprzątanie przy dzieciach jest jak jedzenie czekoladek i mycie zębów jednocześnie 🙂

Nie zwalniające nawet na moment tempo życia, ciągły pośpiech i chaos sprawiają, iż prawie zupełnie nie przywiązujemy uwagi do tego,  jak ten codzienny szał wkrada się w nasze życie. Ilość obowiązków jakie narzucamy sobie lub zostają nam narzucone przez innych, kurczący się niczym kaszmirowy sweterek w pralce czas przelatuje nam przez palce. Odkładane na później pranie, prasowanie, tysiące zabawek, duże ilości kosmetyków oraz miliony innych pierdół nabywanych w pośpiechu powodują, iż chaos z zewnątrz zapraszamy ochoczo pod nasze strzechy.

O tym, jak ważna bywa każda minuta, zwłaszcza rano, kiedy to za wszelką cenę próbujemy punktualnie wyjść z domu, aby w drodze do pracy porozwozić dzieciaki lub zrobić zakupy. Wtedy to najczęściej w dzikim szale niczym u Podkowińskiego szukamy z pozoru mało istotnych rzeczy. Ile razy z ręką na sercu Twe dziecię nie może znaleźć ulubionego samochodzika lub kucyka??? Nerwowo szukasz, przekopując tony zabawek, próbując jak najszybciej zmyć grymas niezadowolenia z buzi Twej latorośli lub powstrzymać histeryczny płacz doprowadzający w konsekwencji do szewskiej pasji. A może zdarza się, gdy zaspana wstajesz w nocy do obudzonego dziecka, bo gorączka, bo potwór w szafie itp. Suniesz lekko na granicy pomiędzy snem a jawa, do czasu kiedy nie podjedziesz na rozrzuconych na podłodze kredkach lub koralikach.  Dlaczego, mimo nieodpartej chęci pomalowania ust jakąś czaderską pomadką często tocząc ciężką wewnętrzną walkę, po chwili rezygnujemy lub bezskutecznie próbujemy ujarzmić niesforna grzywnę szukąjac wsuwek, spinek i diabli wiedzą czego jeszcze.

A gdyby rzucić to wszystko w te diabły i wyjechać w Bieszczady???

A może po prostu zwolnić na chwilę, łapiąc głęboki wdech, spróbować okiełznać bałagan w koło i zamknąć go w małe, zgrabne pudełeczko??? Mnie się udało. Tobie również się uda.

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i lasami …. kiedy jako szczęśliwa matka jedynaka postanowiłam mojemu synkowi zrobić szafeczkę na kredki, flamastry i inne szpargały. Tematem przewodnim były kotki i pieski w intensywnych kolorach. Do malowania użyłam farb akrylowych w 3 kolorach. Po malowaniu korpus wraz z szufladkami przyodziałam zwierzakami używając do tego techniki decqupage. Aby całość nie była zbyt pstrokata połowę szuflad pomalowanych na biało, a następnie ozdobiłam je ręcznie rysowanymi : szkieletem rybki, kością oraz łapa psa. Całość utrwaliłam kilkoma warstwami lakieru. Trwałość lakieru okazała się na tyle skuteczna, gdyż wytrzymała garażowanie resoraków, a teraz z powodzeniem mieści liczna kolekcje figurek PetShop oraz MyLittlePony mojej córki.

W tej samej technice do naszej łazienki przygotowałam organizery z motywami New York i Marylin Monroe. Motywy dekoracyjne, trochę takie ponadczasowe idealnie komponują się z bezpiecznie zaprojektowana w bezach i drewnie łazienka. Kilkukrotne malowanie cienką warstwa lakieru lekko rozcieńczonego z woda należycie zabezpieczyło organizery, które mimo ciągłej wilgoci i pary królującej w tymże pomieszczeniu zachowały swoje właściwości i estetykę, dzielnie stojąc na straży ładu i porządku ułatwiając poranną i wieczorną toaletę.

Przez zupełny przypadek, po malowaniu stołu w puszce ostała się resztka farby kredowej w śladowych wręcz ilościach. Postanowiłam wałkiem przemalować małą komódkę na biało i poeksperymentować z szablonami. Każdą z szufladek ozdobiłam w inny sposób, a dzięki malowaniu zupełnymi resztkami łatwo było uzyskać efekt cieniowania. Biel ładnie skomponowała się z brudnym różem. Całość dla odmiany zabezpieczyłam woskiem, otrzymując bardziej matowe, satynowe wykończenie. Początkowo mebelek miał być na użytek córki, ale ostatecznie wylądowała na komodzie w mojej sypialni, a wraz z nią cała moja kolekcja kolczyków, naszyjników, broszek i bransoletek.

Ta samą metodą wykonałam mniejszą, cztero szufladkowa komódkę dla siostrzenicy męża na jej piąte urodziny. Z tą subtelną różnicą, iż postawiłam na turkusowy kolor, stopniowo go rozjaśniając białym aby otrzymać miętowy odcień. Analogicznie całość zabezpieczyłam woskiem.

Pomysł na prezent dla 5 latki okazał się na tyle fajny i trafiony w punkt, że postanowiłam zrobić taki też mojej córce. Korzystając z z okazji zbliżających się imienin, kupiłam jej w prezencie duży organizer, tej samej wielkości, co mój na biżuterię. Wiadomo, duża komódka równa się duży projekt, więc do współpracy zaprosiłam moją córcie. Wspólnie zabraliśmy się do roboty, dzieląc zadanie między siebie.

Do pomalowania wszystkich elementów wybrałyśmy farby akrylowe w kolorze jasnego różu, błękitu oraz bieli. Farby aplikowała małym wałeczkiem Konstancja losowo dobierając kolory poszczególnych szufladek.

Zgodnie uznałyśmy, że dekoracja zwykłym szablonem to za mało. Wspólnie wpadłyśmy na pomysł, aby nadać mebelkowi look glam i więcej blichtu. Wszyscy wiemy, jak małe księżniczki kochają brokat. Na świeżo pomalowany element z pomocą szablonu, póki jeszcze farba nie wyschła sypałyśmy brokat w tym samym kolorze co malunek, aby wydobyć głębię i nadać chłodnego, kryształowego efektu niczym w Krainie Lodu. Po wyschnięciu farby, należało zabezpieczyć organizer w delikatny sposób, aby nie obsypać lub rozmazać brokatu. Pierwsza warstwa lakieru została nałożona małym pędzelkiem, tylko w miejscach gdzie był brokat. Dopiero po zastygnięciu brokatu szerokim pędzlem nałożyłyśmy kolejne warstwy lakieru.

I tak w zasadzie cała zabawa mogłaby się skończyć, lecz obie czułyśmy lekki niedosyt. Nasza wariacja na temat Królowej Elzy i jej twierdzy z lodu, nie miała pałacowego wyglądu. Udało mi się dobrać do organizera małe, bukowe, ludwikowskie nóżki o wysokości około 10 cm, które pomalowałam  i polakierowałam w tych samych kolorach. Dla przekory na dwa różne kolory, a następnie za pomocą niewielkich wkrętów i kleju do drewna zamontowałam do korpusu.

Obie jesteśmy bardzo zadowolone z efektu naszej wspólnej pracy oraz wspólnie spędzonego czasu.

Read More

SKRAWEK

Często zachodzę w głowę, skąd u mnie tak wysoce rozwinięta umiejętność tworzenia czegoś z niczego?? Być może jest to pokłosie tego, że mój dziecięcy wiek zbiegł się w czasie z rozkwitem PRL w Polsce? W czasach kiedy wszystko, łącznie z papierem toaletowym i mortadelą trzeba było wystać w kolejce. Mimo braku internetu i telefonu nadzwyczaj rozwinięty był system kolejkowy, kartki na mięso, kupony na masło i przydział na mieszkania lokatorskie. Każda z gospodyń domowych charakteryzowała się opanowanymi do perfekcji systemem organizacyjnym. Z pewnością część tych umiejętności nabyłam w procesie wzrastania i wychowywania. Dość szybko podjęłam też pracę zarobkową, co z pewnością ugruntowało we mnie nawyk poszanowania pieniądza i oszczędzania.

Zastanawiać się można, czy wraz z rozwojem cywilizacji, zalewem wszechobecnej chińszczyzny, postępem techniki i technologii przerabianie rzeczy starych na nowe, wykorzystywaniem pozostałości do stworzenia czegoś nowego ma sens i rację bytu? Ależ i owszem,

Od znajomej dostałam około 1,5 mkw pięknego weluru tapicerskiego z motywem jungle z kolorowymi liśćmi monstery. Zieleń wzoru łamana fioletem, turkusem i fuksją. Cudo! W pierwszej chwili pomyślałam, że przyozdobi podnóżek. Jednak po chwili zastanowienia stwierdziłam, że uszyję sobie poduszkę do sypialni. Co zrobić bez maszyny do szycia? Problem? Nie dla mnie. Udałam się do zaprzyjaźnionej pracowni projektowej , która dysponuje mocno zaawansowanymi technologicznie maszynami do szycia. Miałam przyjemność szyć na maszynie która gada, sama odcina nici, a przycisków do sterowania prędkością, obszywania guzików, haftowania i ściegów ma tyle co kokpit w Boeing 747.

Postawiłam na tradycyjny kształt prostokąta z wszytym, częściowo krytym zamkiem, dzięki czemu łatwiej będzie wyprać poduszkę. Fakt, w sklepach znajdziemy od zatrzęsienia różnej maści , koloru i tekstury poduchy i poduszki. Jednak nie wszystkie można prać, no i po co kupować coś co możemy zrobić sami praktycznie zerowym nakładem finansowym.

Przyznam nieskromnie, że poduszka prezentuje się bosko w połączeniu z pozostałymi, na tle pleców komody czyli po przeciwnej stronie wezglowia !!!! I tu z tego miejsca pytanie, jak fachowo nazwać wezglowie w nogach??? Jakieś pomysły???

Kupon materiału okazał się na tyle duży, że po uszyciu poduchy został jego kawałek. Rzecz jasna zbyt mały na drugą do pary. No po prostu nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystała cennej zdobyczy do końca. Odszukałam w odmętach mojej pamięci fakt, iż jestem szczęśliwą posiadaczką aluminiowej ramki w srebrnym kolorze, która to straciła szybkę podczas montażu grafiki.

 

Takim oto sposobem zamiast grafiki, skromna i minimalistyczna ramka zyskała na welurowej zawartości. Myślę, że bardziej strojna ramka byłaby przesadą. Gdybym pod spód włożyła kawałek korka lub styropianu mogłabym poszczycić się oryginalną tablicą.

Takim oto sposobem z potwierdziło się stare polskie porzekadło: “krawiec kraje, ile mu materii staje”. Tyle w temacie:)

Read More

SIECIOWE TEŻ MOŻE BYĆ NIETYPOWE

Z pewnością znacie z autopsji sytuacje, kiedy to wybieracie się na planowane zakupy. Wiecie doskonale co, za ile i po co chcecie kupić?

Ba! Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że większość z Was, spryciarzy, wpierw sprawdza w necie co i za ile?, pyta znajomych lub odwiedza liczne fora i grupy, które wyrosły niczym grzyby po deszczu służąc radą i pomocą w mniejszym bądź większym stopniu. Tak… lubimy mieć wszystko i wszystkich pod kontrolą. Mało kto w dzisiejszych czasach stawia na spontaniczność zgodnie z zasadą ” niech się dzieje wola nieba…” i jak to śpiewa Bednarek ” łapie chwile nie ufając przyszłości“.

Ja, jak na świadomego konsumenta przystało zakupy nazwijmy to droższych rzeczy poprzedzam wnikliwą analizą i porównaniami. Elektronikę wszelkiej maści pozostawiam ślubnemu, wszak nie mogę znać się na wszystkim i szczerze, na samą myśl o czytaniu  instrukcji mam odruch wymiotny.

No ale nie do końca o tym, jak przebiega proces podejmowania decyzji konsumenckich i motywach im towarzyszących ma być ten post.

Co innego zakupy w markecie budowlanym, w sklepie z dodatkami lub wyposażeniem wnętrz. Mebli w zasadzie nie kupuję, gdyż większość sama staje na mojej drodze. Jeśli już coś nabywam to jest to zakup spontaniczny wywołany impulsem. Tak też było w przypadku sosnowej komody.

Wracając z rodzinnego wypadu, postanowiliśmy przejazdem odwiedzić Ikee. Wiecie szwedzkie klopsiki, siusiu i takie tam. Przesmradzając się po sklepie wpadliśmy dosłownie na sosnową komodę ( a może to ona na nas wpadła???). Liczne modele sześcio i ośmio szufladowe. Nasze spojrzenia się spotkały tzn moje i męża. Krótka wymiana zdań, ściągnięcie miary. Szybka decyzja – bierzemy!!! Hmm, ale zaraz, zaraz mój hamulec ręczny zwany potocznie mężem bez mrugnięcia okiem zgadza się ochoczo??? A gdzie haczyk???

Takim oto sposobem sosnowe paskudztwo zawitało pod naszą strzechą, a szanowny małżonek skwitował cała sytuację krótko: “wiem, że tego nie spieprzysz“. Ok, to znaczy, że mam zielone światło i mogę się wyżyć artystycznie.

Nie było sensu wywozić komody do pracowni ponieważ i tak docelowo miała stanąć w sypialni. Kuchenne rewolucje rozpoczęłam od skręcenia konstrukcji nośnej komody, i pomalowania ramy oraz korpusu w miejscach, które będą widoczne po zamontowaniu szuflad i blatu.

Ponieważ komoda stać będzie w nogach naszego łoża, ważnym było zadbać o jej awers i rewers. Postanowiłam pomalować również plecy komody, gdyż będą widoczne ze strony łózka. W ten sposób powstało piękne tło stanowiące bazę dla licznych poduch w łóżku.

Od samego początku zależało mi na tym aby każda z sześciu szuflad miała inny front, których zwieńczeniem miały być gałki, a w zasadzie 12 szt gałek, w dodatku każda inna. Postawiłam na mocne, intensywne kolory farb akrylowych, uzyskując mocny efekt krycia.

 

Niektóre szuflady oraz blat został ozdobiony marokańską koniczyną, w kontrastujących kolorach. Całość zabezpieczona lakierem bezbarwnym w półmacie.

Ogólnie przedsięwzięcia okazała się sporym wyzwaniem w warunkach domowych. Duże elementy, różnorodność kolorów, konieczność malowania w nocy lub w późnych godzinach wieczornych w celu uniknięcia paraliżu kuchennego. Schnięcie poszczególnych warstw farby i lakieru. Ominęło mnie wprawdzie szlifowanie, wiercenie itp.

Efekt końcowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i zrekompensował w pełni zarwane nocki 🙂

 

Komoda prezentuje się niezwykle oryginalnie. Kto powiedział , że wszystko musi być symetryczne, spójne i w stonowanych kolorach, sprzyjających odpoczynkowi. Hmm.. a kto z Was w sypialni tylko odpoczywa? :p

Ps. pierwszy i jedyny póki co projekt nagrodzony w konkursie Snieżki na grupie Babski Refrszing 🙂

Read More

Warsztaty tapicerskie

Człowiek się całe życie uczy, a i tak głupi umiera. Hmm… cóż począć niepohamowana żądza poszerzania horyzontów, zdobywania wiedzy tajemnej, konieczność udowodnienia innym, ale przede wszystkim sobie, że potrafię! dam radę!

Znajome uczucie, nieprawdaż???

Nim w deszczowy, jesienny weekend wybrałam się na dwudniowe warsztaty tapicerowania do aż Sosnowca:) musiałam poczynić pewne przygotowania. Warsztaty odbywały się w weekend, a wszyscy ich uczestnicy mogli odnowić przywieziony ze sobą mebel.

Na dwa tygodnie przed planowanym terminem warsztatów rozpoczęłam tzw rekonesans. Posiadam wprawdzie dwa ponadczasowe krzesła Rajmunda Hałasa, które ocaliłam pewnego dnia ze śmietnika po drodze do pracy oraz fotele Liski, które czekają na swoją kolej nabierając tak zwanej mocy urzędowej. Założyłam sobie, że skoro będę się szkolić pod okiem profesjonalisty to poszukam mebla o bardziej obłych kształtach. Koniecznie o nie dużych gabarytach, gdyż wiedziałam, iż po zakończeniu warsztatów będę musiała przytargać na własnych plecach rzeczony obiekt :)))

Dwa tygodnie wydawały mi się zupełnie wystarczające aby znaleźć, kupić i dostarczyć na czas pacjenta. Nic bardziej mylnego! Upatrzyłam na jednym z portali fotel klubowy. Trzask, prask! Tylko odbiór osobisty!!! Ogłoszenie nieaktualne!!! Masakra!!!! Zniechęcona profesjonalnym podejściem sprzedawców do Klientów na 3 dni przed warsztatami udało mi się nabyć fotel będący krzyżówką pomiędzy patyczakiem a muszelką. Wręcz ideał, dobrze trzymający się dupy;).

 

W końcu nadszedł ten dzień. Nie będę ukrywać, odliczałam dni jak żołnierz zasadniczej służby wojskowej wychodzący do cywila. Z przejęcia nie spałam pół nocy, aby i tak wstać o 4 rano. Aura za oknem nie rozpieszczała. Zimno, mokro, idealnie aby zamknąć się w pracowni i działać !!!

Warsztaty rozpoczęły się od wykładu teoretycznego, którego przybliżył uczestniczkom podstawy tapicerowania, zasady kryteriów wyboru mebli używanych podczas ich zakupów, montażu demontażu poszczególnych elementów. Następnie każda z 10 uczestniczek rozpoczęła demontaż na części pierwsze swojego fotela lub krzesła. Zawartość mebli była różna, od trawy morskiej po 2 monety 1 pfeningowe :p, multum zszywek, pianek, gwoździ i wkrętów.

Mój fotel po wstępnym demontażu został podzielony na dwie części: siedzisko i oparcie. Siedzisko jak się okazało odwdzięczyło mi się sprężynami w bardzo dobrym stanie, nie wymagającymi żadnej ingerencji z mojej strony.

Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że to była swego rodzaju randka w ciemno. Fotel przeze mnie zamówiony, został dostarczony bezpośrednio na adres Meblove Kreacje, więc nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Nie wiedziałam też, na jakich gatunkowo i kolorystycznie tkaninach będę pracować. Nie miałam żadnej koncepcji ani pomysłu.

 

Po usunięciu starych elementów pianek zabezpieczonych trylionem zszywek, watoliny, naprawieniu zerwanych pasów profilujących oparcie rozpoczęłam przycinanie i dopasowanie na nowo pianek na siedzisko i oparcie oraz ich montaż. Pierwszy dzień zmagań zakończyłam przygotowaniem fotela do obicia. Przycięłam wstępnie tkaninę na fotel. Fotel miał być dwukolorowy w zieleni i w morskim kolorze.

Zatem drugi, a za razem ostatni dzień warsztatów rozpoczęliśmy wcześnie rano. Pogoda się niestety nie poprawiła. Koncepcja w mojej głowie zrodziła się taka, aby bodno dla kontrastu obszyć tkaniną w morskim kolorze, wszyć kedre w kolorze fuksji, a pozostałą resztę fotela obić w groszkowej zieleni. W drodze na poranny pociąg skubnęłam z mojego warsztaciku reklamówkę z materiałem obiciowym jaki mi pozostał po tapicerowaniu krzeseł. Jak się miło wkrótce okazać, czuwała nade mną opatrzność. Porcję solidnej kawy stawiającej na nogi kawy zastąpiła mi jedna z uczestniczek warsztatów, która bez pytania przywłaszczyła sobie przygotowany uprzednio przeze mnie kawałek tkaniny tym samym niwecząc cały mój plan. Tupet pierwsza klasa! ani przepraszam, ani pocałuj mnie w d…

Trudno, tak krawiec kraje, jak mu materii staje!!! Wyciągnęłam z torby swoją pepitę, wznosząc dziękczynnie oczy ku górze. Mierzymy, przycinamy, sztuka nie łatwa, ale na szczęście nad wszystkim czuwa AkDesign 🙂 Na każdym etapie prac można liczyć na fachową pomoc i dużą dawkę wiedzy technicznej. Po to właśnie spędziłam poprzedni dzień na demontażu i rozbieraniu mebla na czynniki pierwsze, aby ściągnąć z poprzedniego obicia jak najlepiej miarę.

 

Po przycięciu wszystkich elementów, a następnie ich zszyciu, powstało coś na miarę pokrowca. Najtrudniejszym momentem było naciągnięcie pokrowca na stelaż, który obity na nowo piankami stawiał opór. To trochę jak w sklepie odzieżowym, kiedy podoba Ci się kiecka, ale nie ma Twojego rozmiaru i próbujesz na sto sposobów wejść w rozmiar mniejszą :))) Gdzieś tam szew nie styka, coś się marszczy, ale i tak jest zaje….fajnie.

Dodatkowo posiadłam umiejętność obciągania guzików, oraz szycia ściegiem krytym. Tą pierwszą postanowiłam wykorzystać do ozdobienia siedziska w swoim fotelu. Zatem siedzisko ozdobiło pięć guzików w tym samym kolorze co kedra i oparcia fotela, tworząc mocny akcent.

Dumna i blada wrzuciłam fotel na plecy i ruszyłam pociągiem do domu. Jestem bardzo zadowolona z efektów. Cieszę się, gdyż mogłam poznać wielu nowych ludzi, ale spotkać również starych znajomych. Warsztaty polecam wszystkim, bez względu na dotychczasowe doświadczenia w odnawianiu mebli. Dziękuję Martuś, że mnie namówiłaś na warsztaty!!!

To gdzie widzimy się następnym razem???

Read More

ŁAPACZ SNÓW

Jestem zmęczona !!!

Zmęczyło mnie jak diabli odkładanie książki lub telefonu na pufę stojącą w „nogach” mojego łóżka. Niby pufa duża, pojemna, ale…. no właśnie niepraktyczna zupełnie w roli szafki nocnej. Tej co miała zapewnić mi komfort. Z powodzeniem przechowywać moje cenne skarby, te liczne ładowarki, okulary, gazety i książki, które próbuje dokończyć, lecz z powodu deficytu czasu nie mogę. Chciałabym czegoś, co będzie pojemne jak przedwojenna wanna a  jednocześnie stanowić będzie stabilny postument dla lampki nocnej i kubka kawy lub herbaty.

Nie ma to tamto! Bez zbędnej zwłoki ruszyłam na łowy. Cel: mała, zgrabna, pojemna, prosta w budowie i co ważne z szufladami.

Za naprawdę śmieszne pieniądze kupiłam na popularnym serwisie internetowym szafkę z dwoma szufladami na wysoki połysk. Toczone, smukłe nóżki – patyczaki 🙂

Niestety rzeczywistość brutalnie mnie rozczarowała. Mimo stosownych oznaczeń na paczce „ostrożnie” przesyłka dotarła do mnie jak się okazało z licznymi przygodami. Ubite rogi, popękany lakier na frontach szuflad. Obraz nędzy i rozpaczy:(

Od dłuższego czasu chodziła za mną miedź. Kolor, który stworzony jest do życia w duecie. Ładnie łączy się z  innymi kolorami, zarówno jasnymi, jak też intensywnym różem, niebieskim, turkusowym, czarnym lub szarym.

W czasie kiedy na ubytkach schła szpachla, odkręciłam nóżki i uchwyty. Całość oczyściłam i odtłuściłam, a z nóżek dodatkowo ściągnęłam papierem ściernym powłokę lakierowaną. Tak przygotowane elementy potraktowałam farbą w spray’u w kolorze jasnej miedzi.

Po przeszlifowaniu korpus szafki pomalowałam go szarą farbą akrylową, a następnie zabezpieczyłam 4 warstwami bezbarwnego lakieru.

Następnie przyszedł czas na fronty szuflad. Zmatowiłam je, a następnie za pomocą kleju do tapet bezskutecznie próbowałam przykleić tapetę. Doprowadzona do szewskiej pasji, gotowa byłam rzucić całym tym dziadostwem. Próbę poddania projektu udaremnił mój mąż. Uzmysłowił mi delikatnie, że nie po to cała rodzina je pizzę zamiast sobotniego obiadu, abym ja po dezorganizacji przestrzeni domowej tak po prostu odpuściła.

Podjęłam ostatnią heroiczną próbę przyodziania tapety. Tym razem zmieniłam taktykę. Posmarowałam fronty lakierem, a jak zaczął podsychać przyłożyłam do niego tapetę. Pierwsza warstwa lakieru na tapetę była grubsza, tworząc coś na podobieństwo laminatu. Cztery kolejne miały za zadanie utrwalić całość.

Tapeta została przeze mnie przycięta tak, aby po zamknięciu szuflad tworzyła spójny wzór. Dno szuflad zostało wyłożone dekoracyjnym papierem do pakowania prezentów.

Ot wszystko:)

 

Read More